wtorek, 15 kwietnia 2014

Koniec

Ludzie sory ale to na razie koniec bloga. Na razie nie mam czasu by dodawać posty więc zamykam  go na jakiś czas/ Swe Et

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 69

Wyszliśmy już ze szpitala. Na szczęście cali i zdrowi no może nie cali ale zdrowi. Myślałam nad tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło. Takiego durnego życia nie chciałby nikt mieć. No pomyślmy: strzelaniny, więzienie, śmierć, różne bijatyki nic nie ma do zazdroszczenia. Same przekleństwa losu. Poszłam do pokoju i przebrałam się w to. Nie mogłam leżeć cały dzień w tym dresie to przygnębiające wyglądać jak worek na ziemniaki.
- Skarbie chodź
- Gdzie?
- Tajemnica
- No powiedz
- Nie - wziął mnie za rękę i wyprowadził z domu szczelnie zamykając go na klucz.  Ciągnął mnie w stronę lotniska. Znowu mnie wywozi. Co on z tym ma? Za każdym razem jak gdzieś chce mnie zabrać to nie mówi gdzie bo oczywiście po co? Chwilę potem siedzieliśmy w samolocie. Próbował zagłuszyć stewardesse ( nie wiem jak to się pisze ) bym nie słyszała gdzie lecimy. Kiedy skończyła on się uspokoił.
-  Czy tobie już kompletnie odbiło?
- Nie dlaczego?
- No co ty odwalasz? Zabierasz mnie nie wiem gdzie bodajże że za granicę. Nie wiem na ile, nie mam nic przy sobie, nic nie wiem a tym mnie gdzieś wyciągasz próbując wszystkich zagłuszyć
- O matko poczekasz zobaczysz - przewróciłam oczami i odwróciłam się w drugą stronę.
- Oj no nie denerwuj się. To ma być prezent
- Za co?
- Za moje ocalone życie - przymrużyłam oczy i zeskanowałam go wzrokiem.
- Wkurzasz mnie już tym
- Ale i tak mnie kochasz?
- Tsa - przybliżył swoją twarz do mojej.
- Powiedz mi prosto w twarz że mnie nie kochasz
- Robisz to specjalnie
- Oczywiście. A więc?
- Nie kocham cię - nagły szok pojawił się na jego twarzy.
- Żartuję durniu
- Nie wierzę ci za grosz
- Serio? Udowodnić ci?
- Ta ciekawe jak? - przewróciłam oczami i wpiłam się w jego wargi.
- Taki sposób przekonywania mnie mi się podoba
- Bardzo się cieszę
- Fuuuuj! - odwróciłam się i zobaczyłam rozpromienioną dziewczynkę.
- Cześć Sylvia
- Hej Sophie. Co ty robisz w samolocie do..
- Nie mów. Ma się dowiedzieć na miejscu - rzucił Louis.
- Ale ty jesteś. A co ty tu robisz?
- Jadę do szpitala
- Co? Dlaczego? - trochę spanikowałam.
- Mój stan się pogarsza. Wiem że nie wiele życia mi zostało ale chce je wykorzystać do końca
- Sylvia bo się popłaczę. Nie mów tak. Masz dużo przed sobą. Skąd wiesz? Lekarz może się mylić. Nie każdy jest profesjonalistą. Wierz w życie a przejdziesz je jak możesz a jeśli uda się to jak chcesz - lekko się do niej uśmiechnęłam. Mam takie samo nastawienie do życia jak ona teraz ale wierzę że ono się zmieni.
- Obiecujesz?
- Obiecuję
- Dziękuję Sophie
- Sophie tutaj! - no nie gdzie ich jeszcze nie było.
- Ludzie, proszę nawet tutaj nie dacie jej trochę spokoju i chociaż grama prywatności. Co wy jesteście? Muchy a ona jakiś cukierek że zbieracie się do niej? Odejdźcie spokojnie albo będziecie mieli doczynienia z moimi prawnikami - ku mojemu zdziwieniu odeszli.
- Dziękuję
- To dla twojego dobra
- Niech ci będzie tato
- Też cię kocham - po dwóch godzinach byliśmy już na miejscu. Teraz muszę skojarzyć miejsce. Góry, zapach oscypków, polska gwara. No fajnie. Idiota wywiózł mnie w Polskie góry i nie łaskaw był powiedzieć.
- Ty jesteś jakiś nie ogarnięty
- No co nie podoba się niespodzianka?
- Podoba
- Tydzień tej niespodzianki ci wystarczy?
- A przez ten czas będę miała się w co ubrać?
- Oczywiście idziemy do sklepów - pociągnął mnie za rękę w stronę rynku. Musiał studiować mapę Zakopanego. Przez cały czas uczyłam go polskiego języka. Coś tam łapał ale zawsze był słychać ten silny brytyjski akcent. Musiałam mu pomagać dogadywać z innymi ludźmi. Przyznam że było bardzo zabawnie. Koło jakiejś osiemnastej szliśmy do domu o którym też nic mi nie powiedział.
- Masz za dużo pieniędzy? - zapytałam stając przed drewnianym domem.
- Tak a co?
- Człowieku ten domek kosztuje nie mało pieniędzy
- A skąd wiesz?
- Mieszkałam w Polsce tyle lat. Jak przyjeżdżałam tu na wakacje to wynajmowaliśmy ten domek
- Oł. Trudno. Wszystko dla mojej księżniczki - weszliśmy do środka. Nic a nic się nie zmieniło. Typowo góralski wystrój. Władowałam wszystkie rzeczy do szafy. Musiałam się przebrać.
- Chodź
- Nie. Nigdzie już dzisiaj z tobą nie idę. Mam dość. Nogi mnie strasznie bolą od łażenia po sklepach a ty chcesz mnie jeszcze gdzieś zaciągnąć
- No dawaj
- Mówię stanowcze nie tobie
- Jak chcesz - udał obrażonego.
- To na mnie nie działa - teraz na serio się naburmuszył. Poszłam do kuchni coś zjeść. Kiedy skończyłam wyjrzałam przez okno. Słońce chowające się powoli za górami. Dawno nie miałam takiego widoku. Dawno też tu nie byłam. Trochę mi tego brakowało. W oknie widziałam odbicie Louisa. Przytulił mnie od tyłu i oparł swoją głowę o moje ramię.
- Brakowało ci tego miejsca co?
- Bardzo
- Chciałabyś tu zostać?
- Nie. Nie zrobiłabym ci tego. Jeszcze powiedz mi że mnie tu zostawisz
- Jak najbardziej. Przecież z taką brzydką gadułą nikt dnia nie wytrzyma i trzeba ją zostawić w jakimś zalesieniu żeby nikt jej nie znalazł. Wiesz co? Ty to masz głupie pomysły. Skąd ja miałbym cię tu zostawiać. Skarbów się nie porzuca bo są za cenne
- Ja w przeciwieństwie do ciebie mam lepsze pomysły - odwróciłam się do niego twarzą.
- Tak? A kto się cieszy że siedzi w polskich górach?
- No pewnie że ja. Tylko może następnym razem mów mi gdzie mnie zabierasz
- Ale no chciałem ci niespodziankę sprawić a ty jak reagujesz?
- Ja nie lubię niespodzianek
- Trzeba było wcześniej teraz już po wtokach - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Lubię cię drażnić
- A ja nie. To wkurzające i bezczelne
- A ty co robisz?
- Ja to inna sprawa
- Och czyżby?
- Oczywiście że tak
- No jasne
- Też cię kocham i to bardzo mocno
- Nie ignoruj mnie
- Jakbym śmiał
- Nie odzywam się do ciebie. Już ci kiedyś mówiłam żebyś mnie nie ignorował
- No nie. Przepraszam no
- ......
- Nie złość się. Złość cerze szkodzi
- ........ - delikatnie musnął moje wargi. Myślałam że albo go zabije albo zaraz zaciągnę do łóżka. On zawsze wie jak wkurzać i kochać za jednym razem.
- Lepiej ci?
- ..... - może spadać i tak się do niego nie odezwę.

_________________________________________________________________________________

Hejka! Tu ja! Chcę was prosić o komy do tego rozdziału. Wiem że jest lipny. Pisać nie potrafię. / Swe Et