niedziela, 31 sierpnia 2014

Koniec!

Mam dość! Rozumiecie? Dość!! Jeśli komuś do cholery nie podoba się to co piszę niech nie czyta. Mam to gdzieś czy ktoś będzie to czytał czy nie! Ale jeśli jeszcze raz ktoś napisze o tym by usunąć z mojego bloga kogoś to obiecuje zawieszę bloga.

Rozdział 1 i wiecie dalej cz.1

- Ale jak ja mam mu powiedzieć że to nie jego dziecko?
- Spokojnie. Będzie dobrze
- Nic nie będzie dobrze. Przecież jak się dowie to się załamie
- Ale musisz. Soph zrozum że im szybciej mu powiesz tym masz większą szansę
- On mnie znienawidzi
- Ale musisz mu powiedzieć
- Tylko ty potem będziesz go leczył ze smutku
- Dobra. Dzwoń - westchnęłam i wyciągnęłam telefon. Po dwóch sygnałach odebrał.
- Halo?
- Hej - powiedziałam załamanym głosem.
- Co się stało?
- Słuchaj może to nie jest rozmowa na telefon ale chcę ci to jak najszybciej powiedzieć
- Ale co?
- Pamiętasz jak ci mówiłam że jestem w ciąży?
- Tak. Czy coś się stało?
- Nie. Wszystko w porządku ale...
- Co?
- To nie jest twoje dziecko. Przepraszam - ostatni wyraz szepnęłam i się rozłączyłam. Chłopak mnie przytulił.
- Zrozumie. Zobaczysz
- A jak nie zrozumie?
- Zrozumie. Przecież on wszystko wiedział. Powiedziałaś mu. Przyjął to i kochał. To go zasmuciło fakt ale nadal cię kocha
- Ale rozumiesz? Ja nie chcę żeby mnie kochał. Mam inne życie. Moje życie
- Sophie. Posłuchaj nigdy go od siebie nie odciągniesz. On za bardzo cię kocha
- Dlaczego to musiało się tak skończyć? Dlaczego wróciłam? Mogłam nie wracać. Liam powiedz mi dlaczego wróciłam do Londynu? Dlaczego pozwoliłam żeby Lou się do mnie zbliżył?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Na początek... jak myśleliście? Pewnie myśleliście że chodzi o Jamesa ale nie. Na razie fabuła jest taka. No proszę o komy <3

sobota, 30 sierpnia 2014

Początek kolej Sagi...

Na początek chcę was powiadomić iż rozdziały nie będą dodawane regularnie ponieważ zaczyna się szkoła. A także będą częściowe. Jeden rozdział = dwie części. Mam nadzieję że nie zniechęcicie się do czytania mojego bloga. Ave!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

czwartek, 28 sierpnia 2014

Saga 2 Prolog

Bardzo mnie zadziwiło jej zachowanie. Jest strasznie zdenerwowana.
- Co się dzieje kochanie?
- Chyba czas najwyższy bym ci powiedziała...
- Ale co? - w mojej głowie tliły się czarne scenariusze.
- Jestem w ciąży! - szok. Mocno ją przytuliłem.
- Będziesz tatą
- Tak bardzo się cieszę
- Ja też. Kocham cię
- I love you too

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 85 cz. ostatnia Sagi 1

Po kilku dniach obserwacji wypuszczono mnie ze szpitala. Dzisiaj wracam do swojego domu. W Kolumbii jest moje miejsce. I chodź bardzo kocham Londyn nie mogę tu zostać.
- Nie smucić się. Będę was odwiedzać
- Mamy nadzieję
- Mam najlepszych przyjaciół na świecie - każdego wyściskałam po kolei. Louis się nie zjawił. Sprawiło mi to w którymś stopniu przykrość.
- To do zobaczenia - uśmiechnęłam się do nich i ruszyłam na odprawę. Z oka spłynęła mi łza.
- Skarbie nie smuć się. Będzie dobrze
- Ni jestem tego taka pewna

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem, wiem króciutki ale się nie dziwcie ostatnia część pierwszej Sagi. Nie martwcie się będą kolejne Sagi. Do zobaczenia

wtorek, 26 sierpnia 2014

Uwaga

Spotkałam się dzisiaj z nie przyjemnym dla mnie komentarzem. Zawarte było w nim był usunęła z mojej dalszej fabuły piłkarzy. Bardzo mnie to zabolało iż myślałam że czytelnikom tego bloga podoba się to co piszę. I mam prośbę żeby nie pisać tego typu komentarzy bo mnie to uraziło. Dziękuję za uwagę.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Drugi blog!

Hej właśnie założyłam drugiego blogaaa! oscar-ff-by-soph.blogspot.com/ mam nadzieję że wpadniecie i skomentujecie 1 rozdzialik który zapewne jest do bani :(

Rozdział 84 cz.2

Obudziłam się w oślepiającym pomieszczeniu. Kiedy spróbowałam się podnieść coś mnie zatrzymywało. Nie mogłam podnieść rąk. Szarpałam się ale to nic nie dało. Bezwładnie opadłam na łóżko. Małe łezki bezsilności wydobywały się powoli z moich oczu. Obróciłam głowę w jedną ze stron. Ujrzałam mojego ukochanego. Spał. Wyglądał na strasznie zmęczonego. Chciałam go dotknąć le przez pasy nic nie mogłam. Strasznie się wierciłam. Myślałam że mebel pod tak wielką ilością ciężkości się połamie.

~~ 10 minut później ~~

Kiedy po ogromnej walce nic dobrego nie wynikło dałam sobie spokój. Nagle do sali po cichu wszedł... Co? A co on tutaj robi?
- Oscar? Skąd się tu wziąłeś - mówiłam do niego szeptem.
- James zadzwonił
- Proszę odepnij mnie. Ja już tu nie mogę. Szamotam się pół godziny i nic
- Wiesz że nie mogę
- Proszę
- Nie Soph. Pójdę po lekarza - i wyszedł. Znów zastała mnie tępa cisza. Chwilę potem w pomieszczeniu znalazł się mężczyzna w białym fartuchu.
- Dzień dobry pani. Jak się czujemy?
- Dobrze. Może mnie pan rozwiązać?
- Obawiam się że nie
- Co dlaczego?
- Jest pani jeszcze agresywna
- Ale... proszę nie mogę się nawet podnieść. Nie mogę nawet nic dotknąć. Proszę
- Hmmm... no dobrze
- Dziękuję - kiedy lekarz mnie odwiązał zaczęłam rozmasowywać bolące nadgarstki.
- Za dwie godziny przyjdę zabrać panią na rutynowe badania
- Dobrze będę czekać - posłałam mu słaby uśmiech. Mężczyzna wyszedł.
- Oscar co się tak chowasz? Chodź tu - rzuciłam z uśmiechem
- A nie zabijesz mnie?
- Tu się puknij - wskazałam na czoło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I tak oto tym sposobem mamy 2 część rozdzialika. Komentujcie bo jak nie wasz żywot jest marny :D

Zwiastun

Hej. Właśnie został zrobiony piękny zwiastun ale oczywiście nie przeze mnie. Ja nic nie potrafię.

Więc tak: Gwiazdy i Gwiazdorzy którzy chcą mieć zwiastun zgłaszają się na stronę http://zwiastuny-horanex.blogspot.com/ zaraz pod spodem znajduję się jedna z prac wykonana z mojej prośby. Jeszcze raz dziękuję :D


 
 
Pamiętajcie by zrobić wszystko zgodnie z instrukcją autorki bo ona też jest człowiekiem <3
Do zobaczenia w następnej części rozdziału prosiłabym o komentarze bo w ogóle się nie udzielacie i to skłania mnie do zawieszenia bloga bo co? Nikt tego nie czyta

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 84 cz.1

Kolejny dzień furii. Wstałam rano i rozwaliłam wszystko. Dosłownie wszystko. Teraz siedzę skulona w kącie i bujam się do tego w krwi i jeszcze się trzęsę. Nie bardzo do mnie dociera co zrobiłam. W tamtej chwili nie myślałam o konsekwencjach. James patrzy na mnie ze strachem. Boi się mnie. Dobra. Zabierzcie mnie do psychiatryka. Chcę tego. Nikogo bliskiego przynajmniej nie skrzywdzę.
- Prze...przepraszam - ledwo słyszalnie wypowiedziałam. Wiedziałam że ma strach w oczach. Sama się siebie bałam. Nic nie mogłam zrobić prócz zadzwonić do najspokojniejszego Liama. Nie miałam siły rozmawiać. Drgającymi rękami wysłałam mu sms-a.

~~ 10 minut później ~~

Do pokoju wpadli zdyszani Liam i Harry. Pokój nadal wyglądał jakby przeszło tornado a my dalej siedzieliśmy jak wcześniej.

~~ Oczami Liama ~~

- Co..co tu się stało? - zapytałem zszokowany.
- S..Sophie rzuca palenie. I ch..chyba coś jeszcze ją zdenerwowało. Rozwaliła wszystko. Bardzo ją kocham a..ale ona nie daje mi do siebie podejść. I po mimo strachu jaki teraz czuję... - nie wytrzymał załamał się w słowach. Harry ostrożnie podchodził do Soph. Wiedział że może czymś rzucić ale się nie bał. Dziewczyna wyglądała jakby nic do niej nie docierało. Jakby nie była świadoma tego co zrobiła. Po 10 minutach wynieśliśmy ją stamtąd. Od razu pojechaliśmy do szpitala by ją opatrzyli i dali coś uspokajającego. Całą drogę się rzucała a ja ledwo ją utrzymywałem.

~~ Oczami Sophie ~~

- Jestem w psychiatryku?
- Nie. I tam nie trafisz
- Muszę. Słyszysz?! Muszę tam trafić!

Rozdział 83

Dzisiaj jest 3 dzień odkąd nie palę i buzuje we mnie jak w ulu. Chodzę wściekła na cały świat. Louisowi rozwaliłam już pół domu. Nigdzie nie mogę zagrzać miejsca ciągle chodzę i coś rozwalam. A szatyn to znosi ze spokojem. Co też mnie już strasznie wkurza.
- Soph... - stanął na przeciw mnie. Trochę za blisko ale spróbuję się powstrzymać przed zabiciem go. Zbliżył się jeszcze bardziej. Jego oczy były takie spokojne a w moich była nienawiść i ogień. Nie bał się mnie. Nie wytrzymałam. Moja ręka ruszyła w kierunku jego delikatnej twarzy. Złapał ją zanim mu coś zrobiłam. Obezwładnił mnie tak bym nic mu nie zrobiła. Czyli wisiałam jakieś paręnaście centymetrów nad podłogą. A on cierpliwie mnie trzymał i czekał aż się uspokoję. Kiedy już wiedział że już mu nic nie zrobię postawił mnie do pionu. Zaczęłam się trząść i płakać. Stałam się bezdusznym potworem.
- Louis ja..ja przepraszam nie panuję nad tym - mówiłam przez łzy. Szatyn tylko mnie przytulił, bez nie potrzebnych słów. Dziękowałam mu w duchu że jest przy mnie. Spojrzałam na niego. Był zmartwiony. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Halo?
- Sophie gdzie jesteś? - matko. Wpadłam.
- Ja jestem na spacerze
- Tak długo?
- James skarbie przecież wiesz że rzucam palenie muszę odreagować bo chodzę zła jak osa. Nie chcę ci nic zrobić
- No dobrze. Ale wracaj szybko
- Obiecuję
- Kocham cię
- Ja ciebie też. Pa
- Cześć - rozłączyłam się. Upadłam na kolana i schowałam twarz w dłonie. Co ja mu powiem? Będzie załamany. Ja też. Kocham go ale Lou. Jak ja mam wybrać? Przecież oni są dla mnie bardzo ważni.
- Co jest?
- Wszystko! - wydarłam się na niego. Moje nieopanowanie wróciło. - Ty nic nie wiesz! Ty nie wyobrażasz sobie jak ja się czuję! Co ja mam powiedzieć?! Przecież kocham go! Po to się wyszłam za niego by go kochać a nie zdradzać! Jestem idiotką. Nie mogę wybrać. No nie mogę! Jestem zła na siebie! Ty mnie nie zrozumiesz w tej sytuacji! - wstałam i wybiegłam z domu chłopaka. Nie wytrzymałam ze swoją złością. Biegłam do hotelu w którym teraz zamieszkuję. Po drodze wpadłam na kogoś.
- Prze...przepraszam - spojrzałam w górę i kogo zobaczyłam?
- Sophie? Co się stało? Gdzie ty byłaś? Wszyscy się martwili
- Cześć Liam - spuściłam wzrok. Nie mogłam nikomu spojrzeć w oczy w tej chwili. Podszedł bliżej. - Proszę odsuń się. Ja teraz nie panuję nad sobą - był zdezorientowany ale posłuchał.
- Wpadnij do nas. Sophia tęskniła, wszyscy tęsknili
- Dobrze - złamałam się - Przyjdę jak tylko będę mogła. Tylko nikomu nic nie mów. Nie chcę na razie nie potrzebnych telefonów i pytań
- Obiecuję
- Dziękuję. W takim razie do zobaczenia - posłałam mu nie wyraźny uśmiech.
- Cześć - wyminęłam go i szybkim krokiem ruszyłam w swoją stronę. Kiedy weszłam do pokoju James patrzył na mnie z wielką troską.
- Wszystko ok?
- Nie nic nie jest ok - warknęłam przez zaciśnięte zęby powstrzymując nie potrzebne krzyki. Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Chłopak chwilę potem był przy mnie i powstrzymywał moją furię. Przytulał mnie chodź waliłam w jego klatkę pięściami i mówiłam wręcz wydzierałam się by mnie zostawił w spokoju. On się nie poddawał. Uspokajał mnie do póki się nie zmęczyłam i opadłam z sił w jego silnych ramionach. Ten wielki gest jeszcze bardziej mi zaszkodził. Wiedziałam że nie mogę złamać mu serca.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nadjechała ciuchcia z rozdzialikiem. I wiem jestem walnięta <3

Pufff!!! Puffff!!!

Ciuchcia do marzeń jedzie z drogi śledzie!!! Hahahaha :) A więc tak dzisiaj przyjadę ciuchcią z nowym rozdzialikiem!!! Widzimy się na stacji do marzeń!!! <3 Ave i do zoabczenia <3

czwartek, 21 sierpnia 2014

Przykro mi

Przykro mi z powodu iż nie chcę was martwić ale wcale nie komentujecie już i mnie to bardzo boli

Rozdział 82

W co ja się najlepszego wpakowałam?! Tak pragnęłam jego bliskości, on musiał być przy mnie. Nadal wpatrywałam się w te piękne lazurowe oczy. Nie mogłam się im oprzeć. Spuściłam wzrok. Wiedział że nie chciałam by ktoś nas nakrył. Wziął mnie za rękę i pociągnął do swojego samochodu.

~~ 30 minut później ~~

Szatyn posadził mnie na masce samochodu ciągle wpatrując się we mnie jak w obrazek. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Przylgnęłam swoimi spierzchniętymi wargami do jego miękkich i delikatnych jak zawsze. Kiedyś tak bardzo je kochałam. Wtedy były tylko dla mnie. Ale co ja powiem Jamesowi? Przecież on będzie wnerwiony na maksa. Jak ja to zrobię? Lekko odepchnęłam od siebie Louisa. Patrzył na mnie pytająco. Jedna łza spłynęła po moim poliku. Chwilę potem całą jej ścieżkę chłopak delikatnie starł kciukiem.
- Co się dzieje? - zapytał troskliwie.
- Lou ja tak nie mogę
- Ale...ale dlaczego? Przecież ja cię kocham - poczułam znaczne ukłucie w sercu.
- Ja też cię kocham ale jak my to utrzymamy w tajemnicy? Przecież oni prędzej czy później dowiedzą się o nas - wstałam i poszłam kawałek dalej odreagować. Wyciągnęłam już 5 papierosa w tym dniu, podpaliłam go i zaciągnęłam się by na chwilę zapomnieć o tym wszystkim.
Tak bardzo kocham Tommo ale James też jest dla mnie ważny. Chłopak po raz kolejny zabrał moją jedyną uciechę życia.
- Proszę oddaj mi ją. To jest jedyna rzecz na odstresowanie się - powiedziałam do niego marnym głosem. Pokiwał przecząco głową.
- Nie chcę byś niszczyła swoje życie
- Ale ja nie wytrzymam. To ciężkie
- Wiem. Musisz się postarać - chwycił moją dłoń i położył ją sobie w miejscu gdzie znajduje się jego serce.
- Czujesz? - pokiwałam niepewnie głową - Ono bije dla ciebie i nie chciało by byś znów odeszła. Więc proszę zostaw papierosy dla mnie. Nie chcę cię stracić na zawsze. Proszę oddaj mi je - trzęsącą się ręką oddałam mu paczkę i zapalniczkę a on wyrzucił to gdzieś za siebie. Nerwowo się trzęsłam i obmyślałam plan jakby mieć je znów przy sobie. Chłopak zauważył to i zamknął mnie w swoim uścisku bym się rozluźniła i zapomniała.
- Pomożesz mi z tym?
- Oczywiście. Możesz na mnie liczyć
- Dziękuję - powiedziałam i znów się w niego wtuliłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Bongiorno! Jak widzicie to kolejny rozdział i nie chcę mi się pisać o tym więcej więc papa <3

Aaaaaaaaaa!!!!!!!

Dzisiaj kolejny rozdział!!! Ide znowu na porodówkę

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 81

- Tak, cześć Louis - odpowiedziałam trochę nerwowo.
- Co ty tu robisz?
- Ja...ja przyjechałam tu z mężem kolejny raz pożegnać się z moją rodziną - kiedy usłyszał że mam męża otworzył swoje lazurowe oczy szeroko z niedowierzenia.
- Aha. Sophie możemy porozmawiać w cztery oczy?
- T..tak ale nie teraz. Możemy się spotkać w parku o 17.00?
- Ta. Będę - pożegnaliśmy się i poszliśmy dalej w głąb cmentarza.
- Kto to był?
- Mój stary ( narzeczony ) kolega
- Ok

~~ Park 16.50 ~~

Czekałam na niego i myślałam o tym wszystkim co dzisiaj było. Siedziałam na ławce i płakałam z bólu jaki teraz nosiłam w sobie. Kiedy już wiedziałam że on nade mną stoi trochę niepewnie podniosłam głowę. Kolejna łza spłynęła po moim poliku skutkując tym że chwilę później Lou mnie przytulał. Poczułam się tak bezpiecznie jak kiedyś. Jego ciepłe ramiona oplatały moją osobę tak troskliwie jak kiedyś. Czułam się jak w romantycznym filmie do póki nie zadał tego istotnego pytania.
- Dlaczego uciekłaś? - wtedy wszystko runęło. Nie wiedziałam jak mu to wytłumaczyć.
- Bo..bo ja - musiałam to wyrzucić z siebie. Dłużej tego sama nie utrzymam w tajemnicy.
- Dwa lata temu ciebie nie było w domu, więc ja po prostu ze znudzenia wyszłam się przejść i wpadłam na Nialla i on zaproponował mi wpadnięcie do siebie. To ja się zgodziłam bo myślałam że jemu przeszło już wszystko ale kiedy tam weszłam zobaczyłam zdjęcie. Nasze zdjęcie jak się całujemy. Ono było rozbite. Nie uniosłam tego wszystkiego i uciekłam. To było dla mnie bólem kiedy on tak bardzo pragnął swojego szczęścia niszcząc naszą miłość. Dlatego wyjechałam stąd. Bo się bałam że on coś zrobi i wszystko zniszczy. Louis ja cię przepraszam. Nie powinnam w ogóle tu przyjeżdżać. Masz dziewczynę ona cię kocha a ja mam męża i jeszcze raz przepraszam. Będziemy przyjaciółmi? - chłopak pokiwał głową. Słabo się do niego uśmiechnęłam i przeprosiłam go na chwilę ponieważ poczułam nasilający się głód nikotynowy. Odeszłam kawałek i wyciągnęłam jedną fajkę z paczki i ją podpaliłam. Jakąś chwilę później szatyn obrócił mnie do siebie i zabrał mi papierosa wyrzucając go gdzieś za siebie. Zgromiłam go wzrokiem ale to nic nie dało. Wypuściłam dym z ust prosto w jego twarz by wiedział że nie spodobało mi się to co zrobił. Lecz to też nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Ten wzrok przeszywał mnie na wylot i przy okazji mówił: Niech nie liczą się konsekwencje. Próbowałam wyczytać z nich coś jeszcze ale nie mogłam. Wiedziałam czego on chce. Ale czy ja tego chcę? Przecież mam męża i pracę. Czy chcę to zaprzepaścić? Czy chcę wszystko rzucić i wrócić do Londynu? To jest to wielkie pytanie: Czy tego chcę?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Vas happenin'? Hah. I tak oto wracam z porodówki z nowym rozdzialikiem. Wiem głupia jestem ale słońce chyba trochu mi przygrzało w głowę jak byłam nad morzem. Miłych wrażeń bay. I Ave ja!!!

Rozdział już w drodze!!!

Uwaga!! Ważne jadę do szpitala urodzić kolejny już rozdział!!! Ja nie mogę jak boli :) W tym dniu będzie kolejny bo mnie natchnęło. Czekajcie na niespodzianki i inne zwroty akcji!!! Bay!!!

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Uwaga!!!

Ważne! Jedna osoba z was napisała komentarz ( który oczywiście mnie nie uraził :) ) Więc tak: chodzi o to w tym że, Soph uciekła od Lou ponieważ Niall ciągle stał jej na przeszkodzie do szczęścia z nim więc ona wyjechała i tam poznała Jamesa ( krótka notka: James Rodriguez 23 letni piłkarz Kolumbijski, który teraz gra w Realu Madrit. Jest także najlepszym strzelcem Mundialu 2014. ) Więc jeśli ktoś nie wiedział o co chodzi ten post jest krótkim wyjaśnieniem :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 80

~~ Dwa lata później ~~

Pewnie zastanawiacie się co teraz robię, co się ze mną dzieje? A więc tak....

Teraz jestem rozpoznawana jako już Kolumbijska modelka. Kocham moją pracę ale bardziej kocham mojego męża Jamesa. Tak męża, który właśnie siedzi w pierwszym rzędzie i czeka na moje wyjście. Na sama myśl że mnie wspiera czuję ciepło.
- Sophie teraz ty - wypuściłam powietrze z płuc i poszłam.



Na początku jak zawsze trochę oślepiający blask flashy. Potem już jest dobrze. I nagle dzieje się coś gorszego. Mój wzrok kieruje się na pewnego mężczyznę, od którego uciekłam. Którego już nigdy więcej nie chciałam widzieć. I przez to zajście, obrzuciłam się myślami i co? I wywróciłam się. A co gorsza nie mogłam się podnieść.

~~ Oczami Jamesa ~~

Sophie upadła i przez dłuższy czas się nie podnosiła. Olałem wszystko i poszedłem po nią.
- Skarbie co ci jest?
- Nie wiem. Noga mnie strasznie boli - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu.
- A sukienka?! - krzyczała za nami projektantka.
- Mam gdzieś sukienkę. Moja Soph jest teraz ważniejsza niż jakieś szmaty
- Drogo zapłacisz!
- Stać mnie!

~~ 60 minut później ~~

- I co jej jest? - spytałem nerwowo lekarza.
- Niech pan sam się zapyta. Aha mam pytanie
- Słucham?
- Skąd pańska żona ma rany cięte na lewym udzie?
- Co?
- To pan nic nie wie. Dobrze więc nie ważne. Zapraszam - mężczyzna w białym fartuchu zaprowadził mnie do niej.
- Kochanie co ci jest?
- Mam złamaną nogę
- A czemu mi nie powiedziałaś nic o tym że się tniesz? - w jej pięknych oczach pojawiło się nagłe światło zdenerwowania.

~~ Oczami Sophie ~~

Lekarz przecież miał mu nie mówić. Przecież mówiłam mu że nie chcę by się dowiedział.
- James proszę nie chcę o tym rozmawiać - spojrzałam prosto na człowieka, który próbuje wzrokowo wydusić coś ze mnie.
- Sophie wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć
- Wiem. Ale ja nie chcę rozmawiać o mojej przeszłości. To trudne i bolesne
- Chociaż powiedz mi dlaczego zadałaś sobie pierwsze cięcie?
- Z powodu m..mojego s..syna
- Co?! Jakiego syna?
- Rikera. Moja matka powiesiła go, a potem sama to zrobiła, po tym jak mój brat skoczył z mostu, bo przyszedł zły raport z wojny że mój ojciec nie żyje - w moich oczach pojawiły się łzy. Trudno mi było wspominać to wszystko. To tak bardzo bolało. Chciałam to odepchnąć od siebie jak najdalej by nigdy nie wróciło ale jednak.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo się bałam że mnie zostawisz. Że nie będziesz mnie chciał
- Skarbie nigdy bym cię nie zostawił

~~ Kilka miesięcy później ~~

Za namową Jamesa polecieliśmy do Anglii na grób mojej rodziny. Przez kilka tygodni nie chciałam nawet tego słuchać, ale potem uznałam że trzeba się przełamać. Szliśmy jedną z alejek prowadzącą do miejsca wiecznego spoczynku moich bliskich. W pewnym momencie zauważyłam swoją dawną miłość.
- Sophie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hi miśki! Co tam? Wiem ,wiem długo mnie nie było, ale to przez to że nie miałam weny. No trudno. Więc o to kolejny rozdzialik! Ale zwrot akcji co? No a więc czekam na komy i bay do następnego! <3

wtorek, 29 lipca 2014

hi!

Hi!!! Kolejny rozdział już niedługo. Grrr. Musicie poczekać jeszcze troszkę. Obiecuję że rozdział 80 niedługo się pojawi. Bay

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 79

Chłopcy gdzieś poszli a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Posprzątałam, poszłam na zakupy i takie ogólne zajęcia.

~~ Godzinę później ~~

Z nudów poszłam na spacer. Chodziłam tu i tam po pięknie oświetlonym Londynie. Niczego nie oczekiwałam od życia. Przynajmniej teraz. W pewnym momencie ujrzałam postać mężczyzny dobrze mi znajomego.
- Hej księżniczko
- Niall.... - zrobiłam grymas na twarzy.
- No już spokojnie przecież nic ci nie zrobię
- No ja myślę
- Może wpadniesz na kawę?
- Wiesz... czemu nie

~~ 15 minut później ~~

Całą drogę gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Blondyn wpuścił mnie do swojego domu. Czułam się trochę niezręcznie wiedząc że jestem w domu chłopaka, którego kiedyś kochałam. Od tamtego czasu nic się tu nie zmieniło.
- Rozgość się - uśmiechnęłam się dziękująco i poszłam do salonu. Lustrowałam pomieszczenie dokładnie doszukując się jakichś zmian. Moją uwagę przykuło zbite zdjęcie. Z daleka nie widziałam co to za zdjęcie więc podeszłam bliżej i wzięłam je do ręki. To było zdjęcie moje i Lou jak się całujemy. Skąd on wziął to zdjęcie?
- Niall.... - powiedziałam i spojrzałam na niego z niedowierzeniem jak wszedł. Zauważył że mam ten znienawidzony prze niego przedmiot w ręce.
- Sophie ja....
- Nic nie mów. Żałuję że poznałam taką osobę ja ty! - ze łzami w oczach wyszłam z budynku. Poszłam prosto do domu. Nie chciałam żeby ktoś mnie zobaczył w takim stanie. Po wejściu do pomieszczenia trzasnęłam drzwiami i poszłam do sypialni zamykając ją na klucz. Osunęłam się na nich i znowu łzy zaczęły lecieć po moich polikach. Zabolało mnie to. Dlaczego on tak tego nienawidzi? Jego powinno obchodzić moje szczęście a nie jak rozwalić mój związek z Louisem. Przecież ja powoli nie mogę wytrzymać z tym wszystkim. To robi się coraz cięższe i uciążliwsze. Nikt nie chciałby czegoś takiego przeżywać a ja mam dosyć. Nie mam wyboru muszę stąd uciec jak najdalej. Żeby nikt mnie nie znalazł.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ave!!! Wiem że trochu krótki ale obrotu spraw nie da się długo rozwijać. Ale potem dopiero zobaczycie co się stanie. A więc zostawiajcie komentarze i do zoba w następnym rozdziale. Avee Jaaa!!! <3

czwartek, 3 lipca 2014

Ważne

Ostatnio dostałam komentarz czy dalej będę dodawała rozdział. Oczywiście że tak. Jestem  trakcie pisania kolejnego. Dajcie mi trochę czasu a kolejny rozdział pojawi się już niebawem :)

środa, 2 lipca 2014

Patrzajcie to dzięki wam

WpisLiczba wyświetleń
Polska

120
Stany Zjednoczone

16                                                                
Rosja

9
Niemcy

4
Ukraina

3
Chiny

1
Indonezja
\




 
1
Wykres najpopularniejszych krajów wśród przeglądających bloga

10 najprzystojniejszych pilkarzy świata

Heloł! Mam teraz fazę na Mundial i chcę wam przedstawić ranking piłkarzy. Ustalony jest on według mnie. A więc zaczynamy:

10 - Samuel Eto'o





















9 - Cristiano Ronaldo















8 - Didier Drogba














7 - Diego Benaglio
















6 - Zlatan Ibrahimović
















5 - Luiz Gustavo















4 - Mesut Ozil






















3 - Lionel Messi



















2 - Gerard Pique
















1 - Neymar Da Silva Santos Junior






















~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeśli coś komuś nie pasuje to proszę to zgłaszać w komentarzach. Serdecznie zapraszam także do czytania mojego impulsywnie utworzonego bloga: ialwaysloves.blogspot.com Ave ja!!! I życzę miłych wrażeń :D

piątek, 27 czerwca 2014

Przepraszam

Droga społeczności. Nie chcę was zasmucać ale jednak muszę. Z tej racji że 27.06.14r pożegnałam się z moją ukochaną klasą :'( i bardzo za nimi tęsknię nie będę pisała rozdziałów. Naprawdę przepraszam ale zrozumcie to dla mnie wielka strata. Bardzo ich kocham i nie chciałam by ta chwila kiedyś nastąpiła. Więc mam nadzieję na zrozumienie. Tak więc do zobaczenia. Już mówię że po jakimś czasie będę dodawała rozdziały

czwartek, 26 czerwca 2014

Co tam?

Hejka. Mam do was pytanie. Z tej racji że uwielbiam Mundial ( Love Neymar Jr <3 ) chciałabym napisać imagina o którymś z piłkarzy. Ale chcę byście wy powiedzieli mi o jakim. Czekam do niedzieli na komentarze z imionami lub nazwiskami piłkarzy. Ave ja!!!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 78

Wiem jestem okropnym człowiekiem!!!! :( Nie mogłam dodawać za bardzo rozdziałów bo mi internet zaczął mulić i godzinę mijało zanim mi się wybrana strona włączyła. Więc przepraszam i oto kolejny rozdział. Ave ja! I miłego czytania. :)
Ten rozdział dedykuję Anonimowi który napisał imagin z miłością do dzieci :)


~~ Sen ~~

Porodówka:

- Dalej skarbie uda ci się. Jeszcze trochę
- Louis co by się nie stało zajmij się dzieckiem i nie pozwól by ktoś je skrzywdził - nie dano dowiedziałem się że moja Sophie jest chora na raka i w każdej chwili może umrzeć. Boje się tego dnia. Nie chcę żeby nastąpił.

~~ Godzina później ~~

Wywalili mnie z sali bo coś złego się zadziało. Chwilę potem wyszedł lekarz.
- Co z nimi? - zapytałem zdenerwowany.
- Dziecko jest zdrowe..
- A co z Sophie?
- Pańska narzeczona nie żyje. Przykro mi
- Nie to nie możliwe. Nie tak nie może być - moje oczy zrobiły się mokre. Dlaczego ten dzień nastąpił? Przecież miało być inaczej.
- Louis, Louis, Louis obudź się! Louis

~~ Rzeczywistość oczami Sophie ~~

- Louis obudź się! - szatyn ocknął się i wstał.
- Co się stało? Jęczałeś, nie mogłeś spokojnie leżeć i jesteś cały spocony
- Muszę wyjść się przewietrzyć
- Ale jest 3.00 w nocy
- Soph ja muszę
- Dobrze tylko uważaj
- Obiecuję - pocałował mnie i wyszedł.

~~ Oczami Louisa ~~

Musiałem wyjść. Chcę sobie to wszystko ułożyć. A jeśli to jakaś przepowiednia? Nie na pewno nie. Nie mogę wierzyć w takie rzeczy. Poplątałem się tak jeszcze przez godzinę i wróciłem. Po cichu wszedłem do domu by nie budzić Sophie.
- O jesteś
- Czemu nie śpisz?
- Czekałam na ciebie
- Soph...
- Louis co się stało? Nigdy nie byłeś taki wystraszony. Wiesz że możesz mi o wszystkim powiedzieć
- Skarbie to nie takie łatwe. Po prostu nie chcę cię stracić na zawsze
- Hej ale przecież mnie nie stracisz. Nic takiego się nie stanie

~~ Oczami Sophie ~~

- A jak stracę przez swoją głupotę?
- To zastanowię się czy ci wybaczyć - posłałam mu uśmiech.
- Chodź spać bo nie wstaniesz - wzięłam go za rękę i pociągnęłam na górę.

~~ Koło 9.00 ~~

Obudziłam się w jego ciepłych ramionach. Chciałam tak zostać dłużej ale niespodziewanie ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Wstałam nie budząc Lou, przebrałam się w jakieś ciuchy i zeszłam na dół. Przecierając oczy otwarłam drewnianą barierę.
- O co chodzi?
- Gdzie jest Louis?
- Nie ma
- A gdzie jest?
- Nie wiem. Jak mnie obudziliście to go już nie było. A co?
- Mamy ważną sprawę
- Jak ważną?
- Bardzo
- Czekajcie tu - odwróciłam się na pięcie i poszłam do sypialni. Podeszłam do szatyna i zaczęłam nim lekko potrząsać.
- Kochanie twoi poirytowani kumple przyszli. Z ważną sprawą
- Jak bardzo ważną?
- Bardzo ważną - odwrócił się do mnie.
- To powiedz im żeby przyszli później
- Dobra - opuściłam sypialnię i wróciłam do gości.
- Pan Tomlinson nie przyjmuję teraz. Proszę wrócić później - chłopcy porozumieli się wzrokowo i wzięli mnie na ręce.
- Proszę nie - otworzyli drzwi tarasowe i skierowali się do basenu. Chwilę później byłam cała mokra.
- Jeśli Louis zaraz tu nie zejdzie to zrobimy z nim to samo
- A idźcie - po kilku minutach chłopak był koło mnie czyli w wodzie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siemaaaa! Wiem wieśniacki ten rozdział!!! Ughhh pisać nie potrafię. Ale teraz mam ważne pytanko. Kto ogląda Mundial 2014? I kto jest za kim? Ja za Brazylią ( Neymar Jr <3 ) :) Ave ja!!! I miłego zostawiania komentarzy!!! :)

piątek, 20 czerwca 2014

Hejka

Em słuchajcie nie mam pomysłów na następny rozdział. Więc zrobimy tak każdy kto mi pomoże dostanie dedykowany rozdział specjalnie dla niego. Ave ja i pomocy!!!

Dzisiaj!

Dzisiaj dodaję kolejnego rozdzialika!!! Więc czekajcie do 21.00. Na pewno do tego czasu pojawi się kolejny rozdział. Ave Ja!!!! Buahahahahaha :)

niedziela, 15 czerwca 2014

Imagin z okazji Mundialu

Hahaha po przeczytaniu tego imagina padniecie ze śmiachu jak ja.

Powoli się zaczyna a strach coraz mocniej rośnie. Bycie jedyną dziewczyną która robi triki z piłką na najwyższej scenie nie jest łatwe. Mam do tego być okrążona przez najlepszych piłkarzy takich jak: Eto'o czy Neymar. Ahh Neymar. Moja miłość ale jak zwykle nie szczęśliwa. Dobra nie ma czasu na rozmyślanie. W głośnikach rozbrzmiewa " We Are One " a wszyscy są już na scenie trzeba wyjść. Raz kozie śmierć. Po chwili nie było aż tak tragicznie jak mi się wydawało. Kiedy piosenka się skończyła zeszłam i od razu koło mnie znalazła się Eliza.
- Byłaś świetna. Gratuluję
- Dzięki - w pewnym momencie podszedł do nas Marcelo i podał mi kartkę a następnie poszedł sobie jakgdyby nigdy nic.

" Bądź za chwilę przy głównym wejściu "

- Co to?
- A nic takiego - przebrałam się i poszłam. Nie musiałam długo czekać.
- Widzę że przyszłaś
- Coś się stało?
- Tak. Serce zaczęło mi bić dla ciebie
- Co?
- To że po mimo cię nie znam to już wiem że się w tobie zakochałem
- Ale... - Przerwał mi wpijając się w moje wargi. Odsunął się i posłał mi szeroki uśmiech.
- A więc jestem Neymar
- A ja jestem Sophie - po przedstawieniu się znowu mnie pocałował tylko raźniej.

środa, 11 czerwca 2014

Anglik

Siema ludzie. Z tej racji że mam dodatkowy angielski dodaję imagina pojedynczego odbiegającego od całego bloga do tego po angielsku. Więc włączać tłumacze i brać w ręce słowniki bo dzisiaj angielski dzień. Ave ja i czytajcie oraz komentujcie. Zaczynam :)


- You did it again!
- Sophie this isn't what you think. I will explain this to you
- What will you explain to me?!
- MODEST told me!
- Why must I believe you?!
- Because I love you!
- Really? If you love me you wouldn't agree
- You think that I wanted this?
- Why?
- They forced me to this
- Why must I think that you don't lie?
- Sophie because I don't want to hurt you. Please give me last chance - in his eyes to be seen hope.
- Louis this isn't so easy
- I know. But you are my air. I can't live without you. Please this will not happen again - I must think over this.
- Please give me time'
- Ok. How much you want
- Thank you

Two weeks later:

- I thought it over and I decided that I forgave you
- Really?
- Yes - Louis hugged me hard.
- Thank you Sophie. I love you
- I love you too - softly join our lips in passionate kiss.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I co jak tam wrażenia? Wiem głupie to! Ale cóż uczę się angielskiego by uciec z Polski do Anglii. Wiecie chcę tam zamieszkać. Nie to że nie lubię mojego kraju tylko że czuję się jakbym nie była stąd tylko z innego miejsca. A z resztą mam nadzieję że sobie to przetłumaczycie. Do zoba Ave ja mój ludu drogi! :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 77

- Halo?
- Cześć Sophie
- Hej. Co się stało?
- Tak. Pamiętasz nie pożegnałaś się z fanami
- Wiem i co w związku z tym?
- Chciałbym żebyś pojechała z One Direction w trasę i na każdym ich koncercie żegnała swoich fanów
- Nie ma problemu
- Ok Louis ci wszystko powie jak wróci
- No dobra. Mam przyjść czy coś?
- Tak. Przyjdź jutro koło 15.00
- Ok. W takim razie do jutra
- Cześć

Koło 20.00:

- Hej skarbie. Mam dla ciebie wiadomość
- Jaką?
- Simon zaproponował ci wyjazd z nami w trasę i pożegnanie się ze swoimi fanami
- Serio? - udawałam zaskoczoną.
- No. I jak zgadzasz się?
- Oczywiście - szatyn wyciągnął do mnie ręce i chciał żebym się przytuliła.

- Cieszę się że będę miał cię przy sobie przez ten czas
- Ja też się cieszę - pocałował mnie w czoło i pogładził po poliku.

- Idziemy?
- Gdzie?
- Na spacer
- Czemu nie - uśmiechnęłam się do niego. Pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy. W drodze cały czas rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Uśmiech wcale nie znikał z mojej twarzy. Wiedział jak mnie rozśmieszyć. Ale w chwili gdy coś mi się przypomniało od razu cała radość znikła. Uświadomiłam sobie że muszę mu powiedzieć.
- Co jest? - zauważył moje lekkie zdenerwowanie.
- Louis słuchaj muszę ci coś powiedzieć
- Co?
- Bo Ri...Riker to n..nie był t...twój syn
- CO?! - momentalnie puścił moją dłoń.
- To było dziecko gwałtu. Dziecko m....mojego brata. Przepraszam że dopiero teraz ci powiedziałam - po ostatnich słowach spuściłam głowę a łzy swobodnie kapały na moje buty.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Nie.. nie chciałam żebyś był zły
- Za co miałbym być zły? Nie jestem zły. Dziękuję że mi powiedziałaś - lazurowooki przytulił mnie mocno. Teraz tego potrzebowałam i to bardzo.
- Kocham cię - szepnęłam przez łzy.
- Ja ciebie też

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heloł!!! Jeśli myślicie że ten rozdział jest tą niespodziewaną niespodzianką to się mylicie. Tą niespodzianką jest to że Sophie wcale nie ożeniła się z Louisem. To był tylko sen. Chciałam was tylko zmylić. Rozdział ślubny pojawi się niedługo. Kocham was! Kolejny rozdzialik pojawi się jutro lub dopiero pojutrze. Ave ja i miłego zdziwionka <3 A ta na marginesie ten rozdział jest strasznie wieśniacki

Dzisiaj!!

Włala! To sem ja! Na dzisiaj zapraszajcie kolegów, koleżanki, rodziny i zwierzaki bo dzisiaj dodaję kolejnego rozdziała a pod nim będzie napisana bardzo ważna informacja dla was dotycząca kilku rozdziałów więc pewnie was bardzo to zadziwi. Do godziny 20.00 czasu angielskiego ( czyli u nas do 21.00 ) rozdzialik pojawi się na blogu. Ave ja i miłejgo świętowania <3

sobota, 7 czerwca 2014

Jutro!!!

Heji mój ludu. Wiecie jak was kocham? NIE? To już wiecie. A więc do rzeczy z tej pięknej racji że akurat dzisiaj zachciało mi się obglądać " This Is Us " :3 więc pięknego, piękniusiego i kochanego rozdzialika dodam JUTYRO!! Tylko macie mi przeczytać. Już was ludzie raz straciłam nie chcę i kolejny. A więc Ave ja i dobrych JEDNOKIERUNKOWYCH snów wam życzę. Bay ludu mój <3

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 76

Obudziłam się tak samo jak zasnęłam. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam się wyplątywać z jego ramion. Jak już mi się udało poszłam do łazienki by się przebrać. Kiedy moje czynności w łazience  były skończone zeszłam do kuchni gdzie zaczęłam robić śniadanie. Chwilę potem poczułam ręce oplatające moją talię. Chłopak przycisnął mnie do siebie i położył głowę na moim ramieniu.

- Hej skarbie. Jak się spało?
- Nie najgorzej a tobie?
- Jak jesteś koło mnie zawsze najlepiej - na moje poliki wpłynęły czerwone wypieki. Odwróciłam się do niego i złożyłam delikatny pocałunek na nosie. Cały czas nie widziałam twarzy ukochanego. Kiedy po jakichś kilku minutach ją ujrzałam przeraziłam się - wtedy sen się urwał. Po wyplątaniu się z ramion Lou poszłam do kuchni. Jeszcze raz przeanalizowałam swój sen. Dlaczego mi się Dave śnił. No dlaczego? Przecież ja nie chcę go znać. Nie chcę go widzieć. Co jest ze mną nie tak?
- Skarbie dlaczego nie śpisz? - zapytał szatyn przecierając zmęczone oczy.
- Miałam zły sen
- A co się w nim takiego stało?
- Ta nie chcesz wiedzieć
- Chodź - wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i zaczął czekać.
- No to możesz mówić
- Ok - położyłam mu się na nogach i spojrzałam w te jego piękne oczy.
- Mów
- No więc wstałam i poszłam do kuchni by zrobić śniadanie i zszedł jakiś chłopak a ja nie widziałam jego twarzy no i mnie przytulała i takie tam a ja cały czas myślałam że to jesteś ty. Ale no okazało się że to nie ty tylko Dave. Happy? Już wiesz co chciałeś wiedzieć?
- Serio? Na lepsze sny cię nie stać?
- Dziękuję - udałam obrażoną i zaczęłam wstawać kiedy on mnie pocałował.

- A to za co? - zapytałam zdziwiona kiedy się ode mnie oderwał.
- Za to że kochasz takiego wariata jakim jestem
- Powinnam dostać nagrodę za najbardziej wytrzymałą
- Też cię bardzo kocham
- No wiem - powiedział i posłał mi ten swój kochany uśmiech, który tak uwielbiam.

- Jesteś uroczy jak się uśmiechasz
- Ty też jesteś
- A tak w ogóle to ty mnie kochasz?
- No oczywiście. Jakbym cię nie kochał to teraz by mnie tu nie było
- Wiem. Ale czasem mam takie wrażenie że coś jest nie tak jak powinno
- Jest dobrze. I tak już zostanie
- A jak nie będzie dobrze? Jak stracę jeszcze kogoś? Jak zachoruję czy coś w tym stylu?
- Pamiętaj że zawsze mamy siebie

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heeeej!! To sem ja Swe Et wasza tępa pisarka co jest big neandertalczykiem. Nie dobra teraz na poważnie :D Dzisiaj jak wiecie jest 6 czerwca i ja zapytuję się kto dzisiaj został pocałowany? ( tylko mi się tu przyznać! ) Mimo iż dzisiaj jest dzień pocałunku nie robię całuśnego rozdzialiku. Serio jak mi tego nie skomentujecie dzisiaj to normalnie przysięgam że znajdę i zmuszę do napisania swojej opinii! :) Czekam na te dobre i na te złe. Z tej strony szanowny neandertalczyk Swe Et. Do zobaczenia mój ludu. Ave. Aha i jeśli ktoś ma zły humorek proponuję wam włączyć sobie Kabaret Neo Nówka - Niebo. Mówię wam śmiechu warte. A teraz na koniec AVE JA! Haha

Dzisiaj

Ludu dzisiaj dodam kolejnego rozdziała. Więc CZEKAJCIE! Myślciel musi wymyśleć sobie rozdziała a ja być w trakcie myślicielstwa więc CZEKAĆ!! Ave Swe Et! Do zoba pod rozdzialikiem! <3

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 75

Wyjechaliśmy bryczką z pod kościoła i skierowaliśmy się na naszą imprezę. Lou ciągle powtarzał jak bardzo mnie kocha i że nigdy nie opuści. Na słowo uwierzyłam mu i po raz kolejny zaufałam. Nie chcę go stracić. Po godzinie wyciągnął mnie na parkiet bo pierwszy taniec. Byłam szczęśliwa że nauczył się tańczyć. Kiedy skończyliśmy zaczęły się burze oklasków a po chwili już koło nas znaleźli się inni. Koło godziny 19.00 zabraliśmy się na sesję zdjęciową w plenerze. Kiedy wymienialiśmy spojrzenia zawsze miał w oczach blask. Blask miłości takiej jakiej potrzebowałam najbardziej od niego. Fotograf to była moja dobra pani szefowa. Zrobiła nam piękne zdjęcia. Bardzo mi się podobały.

 
W Louisie zakochiwałam się od nowa i tak w kółko przez całe dzisiejsze 24 godziny. Za to że jest przy mnie, za to że mnie pociesza, za to że mnie kocha, za to że po prostu jest. Nie chciałabym go stracić.
 
W trakcie nocy poślubnej:
 
W noc poślubną zazwyczaj ludzie są uwięzieni w swoich objęciach. Ale nie my. My zaczęliśmy się okładać poduszkami.
- A co ja będę mieć jak wygram?
- No nie wiem - po tych słowach szatyn oberwał poduszką po głowie.
- Jak to fajnie być innym
- No właśnie - po skończonej bitwie opadłam obok ukochanego człowieka, który dyszał z nadmiernej ilości wysiłku.
- Skarbie masz strasznie słabą kondycję
- Wiem. Dobra a teraz czas żeby cię trochę po wkurzać
- Co?
- Pamiętasz tą dziewczynę która ze mną flirtowała?
- No jak bym mogła głupią glizdę zapomnieć
- A więc w sumie ona nie jest taka zła - te ostatnie słowa prawie bezdźwięcznie wypowiedział. Wkurzyłam się i wyszłam. Wyciągnęłam z paczki jednego cienkiego papierosa. Tak palę ale tylko gdy jestem zła. Wyszłam na balkon i podpaliłam go. Stałam odwrócona do drzwi kiedy usłyszałam kroki. Wiem że zauważył dym ulatniający się z moich ust. Gwałtownie i stanowczo odwrócił mnie do siebie. Wyciągnął papierosa z moich wąskich ust, wyrzucił go gdzieś poza barierkę i wpił się w moje wargi. Czyli tak mój kochany mąż przeprasza za swoje błędy.

Osunęłam się od niego i omijając go weszłam z powrotem do pomieszczenia. Co ja jestem tylko do wkurzania? O nie, nie, nie. Pożałuje tego co zrobił. Zrobię mu to samo co kiedyś i nie będzie zmiłuj.
Poszłam się wykąpać. Zabrałam ze sobą bieliznę i jego czarną bluzkę. Niech się męczy mam to gdzieś. Kiedy już się wytarłam przebrałam się w to co miałam naszykowane. Wyszłam z łazienki i skierowałam się prosto do sypialni w której właśnie akurat siedział.
- Skarbie... - wymruczał chłopak i chciał do mnie podejść ale mu nie pozwoliłam. Zrobił na mnie zdziwione oczy.
- Dziwisz się. Bycie niegrzecznym wobec mnie ci wcale nie pomoże - kusząco przygryzłam dolną wargę żeby wiedział że ze mną nie ma w takich sytuacjach łatwo. Położyłam się na kanapie i zaczęłam czytać książkę. Szatyn położył się w drugą stronę i zaczął jeździć dłonią po mojej nodze.

- Kochanie nie zasłużyłeś - podniosłam się i strzepnęłam jego upierdliwą rękę. Hmm a może zrobię mu trochę nadziei? Wtedy będzie bardziej rozdrażniony. Wstałam i ściągnęłam bluzkę która mnie już trochę denerwowała szczerze mówiąc. Lou kiedy zobaczył moją bardziej prześwitującą bieliznę wytrzeszczył oczy.
- Przypomnij mi jak się nazywam?
- Louis William Tomlinson
- Ok. Dzięki - trochę ciszej parsknęłam śmiechem. Czyli mój plan działa. Chłopak nie wytrzymywał ale mnie to nie ruszało. Wstałam i poszłam do kuchni. Odwróciłam się kiedy poczułam dotyk na swoich biodrach. Szatyn zaczął składać mokre pocałunki na mojej szyi. Kiedy odnalazł mój czuły punkt wpił się w niego zostawiając czerwony ślad a ja w tym czasie cicho jęknęłam na co chłopak tylko zamruczał drażniąc płatek mojego ucha. Odwrócił mnie do siebie po raz kolejny w tym dniu i wpił się w moje wargi z zachłannością. Kiedy już czułam że jest rozgrzany i podniecony odsunęłam się od niego i poszłam do sypialni. Wskoczyłam pod chłodną kołdrę i zamknęłam swoje powieki. Poczułam ręce oplatające moją talię i nieśmiałe już teraz delikatne pocałunki Louisa. Jedną ze swoich dłoni zjeżdżał powoli w dół. Kiedy już znajdował się prawie tam gdzie chciał chwyciłam go za nadgarstek i odsunęłam od zamierzonego celu.
- Nie dzisiaj - szepnęłam do niego ale i tak nie ustawał w swoich skromnych muśnięciach na moich obojczykach i karku. Przyciągnął mnie do siebie tak że łatwo się w niego wtuliłam. I tak zasnęłam w ciepłych objęciach mojego Lou.

Nowy wygląd

Zmieniłam wygląd bloga! Mi się bardzo podoba a wam? Swoje opinie wyrażajcie w komach pod tym postem <3 / Swe Et

Rozdział 74

To już dzisiaj. To już ten dzień. Najpiękniejszy dzień mojego życia. A do tej wspaniałej chwili kilka godzin przygotowań. Dziewczyny od samego wstania biegają koło mnie.

Godzina 9.00:

- Fryzura już prawie gotowa. Jeszcze tylko lakier  
- Pięknie. Dziękuję jesteście wspaniałe
- Na swój ślub ty masz być wspaniała nie my
- Wy też

Godzina 11.30:

- Dziewczyny
- Tak?
- O której się zaczyna?
- Koło 15.00 a co?
- Bo wiecie 11.30 jest a ja jestem w rozsypce
- Że która jest?
- 11.30
- Szybko nie mamy czasu!

Godzina 14.30:

- Gotowe - podeszłam do lustra. Efekt końcowy był olśniewający. Wyglądałam inaczej niż zwykle. Wyglądałam pięknie jak nigdy.
- Dziękuję wam - powiedziałam do dziewczyn które były już przebrane i ogarnięte do końca.
- Nie ma czasu musimy jechać - pomogły mi wsiąść do białej bryczki i ruszyliśmy do kościoła

Około 10 minut później:

Wysiałam z powozu i stanęłam przed drzwiami. Głęboko odetchnęłam i poczułam rękę ojca.
- Pięknie wyglądasz córeczko
- Dziękuję tato - rozbrzmiała muzyka. Trochę się stresuje tym wszystkim. Chwycił mnie pod ramię i wolnym krokiem ruszyliśmy. Oczy wszystkich gości były skierowane na mojej osobie. Ciut mnie to denerwowało ale zważając że to jest najwspanialsza chwila w moim życiu ignorowałam to. Tato pocałował mnie w czoło i odszedł na bok a ja podeszłam do mojego wybranka który już trochę zniecierpliwiony czekał na mnie.
- Pięknie wyglądasz - powiedział do mnie szeptem.
- Ty też nieźle się prezentujesz - połowa mszy jak dla mnie to tylko takie gadanie. Po tym czasie zaczęła się najważniejsza część.
- Jeśli ktoś sprzeciwia się temu małżeństwu niech się zgłosi lub zamilknie na wieki
- Ja mam coś przeciw! - gwałtownie się odwróciłam i spojrzałam na tego kto się sprzeciwił. To był Niall.
- Sophie proszę ty nie możesz za niego wyjść
- Niby dlaczego?
- Bo ja wiem że ty go nie kochasz
- Jak śmiesz mi mówić że go nie kocham. Gdybym go nie kochała to by mnie tu nie było. A ty jeszcze masz czelność niszczyć mi ten wspaniały moment mówiąc że go nie kocham. Wiesz co? Nie chcę cię znać. Zniszczyłeś moje najlepsze chwile w życiu swoją głupotą. Wyjdź
- Ale...
- Po prostu wyjdź - zmieszany blondyn wyszedł. Odwróciłam się do wkurzonego Louisa, który patrzył się na mnie.
- Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia? - rozejrzałam się po kościele modląc się w duchu żeby nikt już nic więcej nie powiedział. I tak też się stało.
- Teraz złożycie przysięgę małżeńską. Pan powtarza za mną: Ja
- Ja
- Louis Tomlinson
- Louis Tomlinson
- Ślubuję ci
- Ślubuję ci
- W zdrowiu i chorobie, w szczęściu i smutku
- W zdrowiu i chorobie, w szczęściu i smutku
- Miłość i wierność
- Miłość i wierność
- Aż do końca moich dni
- Aż do końca moich dni - szatyn wsunął przepiękną srebrną obrączkę na mój serdeczny palec.
- Teraz pani. Ja
- Ja
- Sophie Lynch
- Sophie Lynch
- Ślubuję ci
- Ślubuję ci
- W zdrowiu i chorobie, szczęściu i smutku
- W zdrowiu i chorobie, szczęściu i smutku
- Miłość i wierność
- Miłość i wierność
- Aż do końca moich dni
- Aż do końca moich dni - teraz to ja wsunęłam obrączkę na jego palec.
- A więc czy ty Louisie Tomlinsonie bierzesz tę oto tu obecną Sophie Lynch za żonę?
- Tak
- A czy ty Sophie Lynch bierzesz tego oto tu obecnego Louisa Tomlinsona za męża?
- Tak
- Tak więc na mocy prawa nadanego mi przez Boga ogłaszam was mężem i żoną możecie się pocałować - Lou delikatnie przyciągnął mnie do siebie i z lekkością namiętnie mnie pocałował.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejka! Wiem do bani ten rozdział taki trochę wieśniacki i bardzo hmm przewidywalny można było się spodziewać że nasz blondasek się sprzeciwi. Wiem co sobie myślicie. Parzcie jaka typiara takie wieśniackie rozdziały pisze. Ale cóż czekam na wasze obrazy dla mnie w komentarzach / Swe Et

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 73

- Kochanie
- Tak?
- Mogę cię dzisiaj porwać?
- Z jakiej racji?
- Bo wiesz kiedyś chciałbym się z tobą ożenić a z myślami o tym jesteś bardzo daleko
- I z tej racji gdzie chcesz mnie porwać?
- Inaczej. Nie ja tylko Perrie z Sophią bo ja za pewne nie mogę
- No pewnie że nie - podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Co cię tak nagle wzięło? - uśmiechnęłam się do niego.
- Już za długo się naczekałem
- Oooo czyli jesteś niecierpliwy
- Można tak powiedzieć - nagle zadzwonił dzwonek. Podeszłam do drzwi i zobaczyłam moje drogie koleżanki.
- Poczekacie chwilę?
- Jasne - wróciłam do mojego jeszcze narzeczonego.
- Wychodzę
- Ok

- Nie będzie ci za smutno?
- Nie. Baw się dobrze - cmoknęłam go w policzek i wyszłam.

                                                                          
 ***

- A może ta? - wskazała mi bufiastą kremową sukienkę.
- Raczej nie. Wolę proste sukienki
- Hmm. To może ta?
- Jest wspaniała - bardzo mi się spodobała. Według mnie idealna

Oczami Louisa:

- Dobra panowie wszyscy gotowi na jutrzejszy dzień?
- Oczywiście - odpowiedzieli wszyscy.
- Nie mamy wiele czasu. Muszę skołować obrączki i jakiś garnitur więc musicie mi pomóc
- Jakie chcesz obrączki? - zapytał Liam.
- Najpiękniejsze jakie będą
- Louis idziesz ze mną - Harry pociągnął mnie za rękaw do samochodu.
- Nikt nie znajdzie ci odpowiedniego garnituru no oczywiście prócz mnie
- Dobrze jedź - uśmiechnąłem się sam do siebie. Po chwili ruszyliśmy do galerii.

Oczami Sophie:

- Kiedy sobie pan szanowny Tomlinson zaplanował ślub?
- Na jutro
- Co? Przecież goście, tort, sala..
- Nie martw się. Dam ci dobrą radę. Musisz wstać wcześnie rano iii dzisiaj nie śpisz w domu tylko u mnie
- Dobra jak sobie chcesz. A kto mi włosy ułoży, buty kupi, welon znajdzie?
- No my a kto?
- Zdążymy dzisiaj?
- Robimy szał zakupowy - uśmiechnęłam się do nich. Lubiłam chodzić po sklepach ale czasami mnie to męczyło.

                                                                             ***

- Nogi mnie już bolą - zajęczałam w miarę cicho.
- No chodź jeszcze tylko buty - znowu zaciągnęły mnie do sklepu. Trzy godziny tutaj to jakiś koszmar.

Oczami Louisa:

- Masz te obrączki?
- No pewnie
- To pokaż - Liam wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko i je otworzył.

- No postarałeś się
- Podobają się?
- Tak
- Uff. To dobrze bo już myślałem że będzie ze mną źle - zaczęliśmy się śmiać

__________________________________________________________________________________

Hej kochani! Jak widzicie w dwa dni dodałam ile? Aż TRZY rozdziały!! Nareszcie mam czas by pisać. Błagam zostawiajcie komy to dla mnie ważne. Lovciam was!! <3

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 72

- Znowu to zrobiłeś! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz.
- Przepraszam. Nie chciałem. Modest mi kazał. Nie chciałem tego. Proszę uwierz mi
- Nie mogę ci wierzyć za mocno mnie zraniłeś i znowu mnie skrzywdziłeś. Tyle razy mnie okłamałeś! Tyle razy karmiłeś mnie kłamstwami! Tyle razy mnie przepraszałeś! I co wszystko to jedno ogromne kłamstwo! - złość widniała na mojej twarzy. Znowu mnie zdradził. Znowu!
- Wychodzę!
- Nigdzie nie idziesz
- Bo co? - w tej chwili wpił się w moje wargi.

Odepchnęłam go od siebie ale on mi nie pozwolił wyjść i zrobił znowu to samo. Uwięził mnie w swoim żelaznym uścisku i znów mnie pocałował z wielką dzikością. Próbowałam się wyrywać ale on coraz mocniej zamykał mnie w swoich ramionach. Kiedy skończył zaczęłam znowu się z nim kłócić.
- Nie widzisz jak cię kocham?!
- Nie

- Sophie bądź że rozsądna! Nie chcę cię stracić
- Też tego nie chciałam. Ale ty mnie perfidnie okłamywałeś i raniłeś! Nie chcę cię znać! Rozumiesz to czy nie dociera?
- Daj mi chociaż pokazać ci jak bardzo cię kocham
- Ty mnie nie kochasz. Ty mnie okłamujesz i tyle
- Proszę daj mi to okazać
- Pięć sekund Tomlinson! Masz pięć sekund!

Pocałował mnie z wielką namiętnością. W takich chwilach bardzo tego pragnęłam ale gdy przypomniało mi się to co zrobił ocknęłam się.
- Proszę wybacz mi
- Nie Louis. Nie mogę
- Ostatnia szansa. Proszę
- Nie
- Sophie nie rób mi tego
- Louis zrozum że ciągłe okłamywanie mnie nie ma najmniejszego sensu
- Ale ja cię nie okłamuje
- Ta kto mi to potwierdzi? Co? Może Modest?
- Nie. Potwierdzi ci to Harry albo inny ale proszę daj mi tą najcenniejszą ostatnią szansę, którą jakbym złamał zabiłbym się na miejscu. Sophie proszę kocham cię najmocniej na świecie - nie wiem! Cholera NIE WIEM! Dlaczego los musi mnie stawiać w takich durnych sytuacjach. Z jednej strony wierzę mu całą sobą ale z drugiej nie mogę poukładać sobie tego w całość. Przecież gdyby mnie kochał odmówił by im. A tak? Zgodził się.
- Louis ty się zgodziłeś! Gdybyś coś do mnie czuł nie zrobiłbyś tego!
- I się nie zgodziłem
- Serio? Ja mam w to uwierzyć? - zaśmiałam mu się prosto w twarz.
- Nie zgodziłem się. Zaplanowali to i zaczęli mi grozić że jak nie wywołam skandalu to stracę ciebie na zawsze
- Co? - byłam w szoku.

- To jest szczera prawda. Przepraszam że nie powiedziałem ci wcześniej ale wypadło mi kompletnie z głowy - w tej chwili głupio mi się zrobiło. Dlaczego mu nigdy nie ufam?
- Ja... ja przepraszam. Jestem głupia
- Nie jesteś głupia i nigdy nie byłaś. Po prostu czasem dawałem ci w kość. Kocham cię i nie chcę cię skrzywdzić
- Jeszcze raz przepraszam. Louis kocham cię
- Ja ciebie też księżniczko

Rozdział 71

Mimowolnie rozpłakałam się. Sama nie wiem dlaczego. Może było mi to potrzebne? Nie wiem. Ocierałam łzy ale one z podwojoną siłą wracały. Może to ze szczęścia? Może ze smutku?
- Co się stało? - szatyn podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Nie wiem. Myślałam o Tobie i się popłakałam - uśmiechnęłam się do niego.
- Ale to ze szczęścia czy z innego powodu?
- Tego też nie wiem - tym razem to on się do mnie uśmiechnął.
- Chodź ze mną
- Ale gdzie?
- Niespodzianka - Louis pociągnął mnie za rękę na dwór. Nie wiem o co mu chodziło. Ale po mimo tego że nie lubię niespodzianek to zainteresowało mnie to gdzie prowadzi mnie chłopak. Nagle się zatrzymał.
- Co jest? - zapytałam zdezorientowana.
- Widzisz to miasteczko?
- Tak
- Właśnie tam cię zabieram
- Ale po co?
- Dowiesz się na miejscu

                                                                    ***

- No i po co tu jesteśmy?
- Bo chciałem ci kogoś pokazać - szczęka mi opadła jak mi pokazał o kogo chodzi.
- Po co?
- Myślałaś że ja nie wiem kto wtedy przyszedł?
- Louis nie chciałam ci mówić żebyś zły na mnie nie był
- Ale coś ci nie wyszło
- Nawet teraz musisz robić takie coś? Ja chcę dobrze. Nie chcę go znać, wywalam go z domu i mówię żeby więcej nie wracał a ty robisz mi aferę bo cię okłamałam byś nikomu krzywdy nie zrobił. Wiesz co? Nie chcę znać takich osób - wyrzuciłam to z siebie i odeszłam. Nie mam zamiaru go przepraszać. Nie po takim czymś. Wróciłam do domu i zamknęłam się w sypialni. Nie obchodzi mnie co ze sobą zrobi. Mam go gdzieś. Usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi. No nie. Miałam cichą nadzieję że dzisiaj do już nie zobaczę. Odsunęłam się od ściany i położyłam się na łóżku. Co ja takiego zrobiłam światu że mnie nienawidzi. Przecież wszystko robię dobrze. Tylko chyba nikt nie może tego docenić.
- Soph...
- Nie odzywaj się jeśli znowu masz mi robić afery o byle co
- Nie ja chciałem przeprosić - otworzyłam drzwi i spojrzałam na niego.
- Wiesz ja nie chcę twoich przeprosić. Już tyle razy mnie przepraszałeś że teraz mi się odechciewa - wyminęłam go i poszłam do kuchni. Kiedy odwracałam się w stronę drzwi szatyn posadził mnie na blacie i wpił się w moje wargi.

Odwzajemniłam to pomimo tego że w tej chwili byłam zła.
- Proszę wybacz mi - pokiwałam przecząco głową i poszłam z powrotem do sypialni.

                                                                     ***

Dzisiaj nie obudziłam się sama tylko ktoś mnie obudził.

- A to za co?
- Za to że ci tą małą aferkę zrobiłem
- Małą?
- Dobra dużą. To co wybaczysz mi?
- Jeszcze się zastanowię

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 70

- Skarbie
- Nie znam cię człowieku co ty robisz w moim domu?
- Sophie
- Nie wynoś się nie chcę cię więcej na oczy widzieć - myślałam że go zabije. Jak on mnie tu znalazł? Poszłam do sypialni trochę rozładować emocje. Przecież to nie możliwe. Co on nas śledzi? Nie na pewno nie.
- Kto to był? - nie powiem mu że to był on.
- Nie wiem. Jakiś człowiek się zgubił
- Aha. Co jutro robimy?
- Idziemy w góry!
- Dobra - powiedział mało entuzjastycznie.
- Co nie cieszysz się?
- Pewnie że się cieszę
- No to co taki jakiś mało ucieszony?
- Myślę o rodzinie. Uważam że to moja wina. Bo przecież nic by się nie stało gdybym nie prosił ich o przyjazd
- Skarbie to nie jest twoja wina. No fakt stało się ale ty nie miałeś na to wpływu
- Ale Sophie...
- Tu nie ma ale - prawie szepnęłam i wyszłam z pokoju w którym on się znajdował. Nie chciałam się z nim o takie rzeczy kłócić. To i tak by mnie bardziej załamało. Stanęłam przed oknem i patrzyłam na piękną panoramę gór. Zaczęłam myśleć o tych wszystkich wspomnieniach jakie mam z ostatniego czasu. Są okropne i ponure ale to jedno zawsze ze mną zostanie. To jedyne. To w którym Louis powiedział że mnie kocha. To moje najpiękniejsze wspomnienie z tego okresu.

___________________________________________________________________________________

Przepraszam że jest taki króciutki ale nie mam czasu po prostu. Proszę zrozumcie mnie mam do zrobienia masę popraw ze sprawdzianów i muszę się uczyć. Czekam na komy / Swe Et

wtorek, 15 kwietnia 2014

Koniec

Ludzie sory ale to na razie koniec bloga. Na razie nie mam czasu by dodawać posty więc zamykam  go na jakiś czas/ Swe Et

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 69

Wyszliśmy już ze szpitala. Na szczęście cali i zdrowi no może nie cali ale zdrowi. Myślałam nad tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło. Takiego durnego życia nie chciałby nikt mieć. No pomyślmy: strzelaniny, więzienie, śmierć, różne bijatyki nic nie ma do zazdroszczenia. Same przekleństwa losu. Poszłam do pokoju i przebrałam się w to. Nie mogłam leżeć cały dzień w tym dresie to przygnębiające wyglądać jak worek na ziemniaki.
- Skarbie chodź
- Gdzie?
- Tajemnica
- No powiedz
- Nie - wziął mnie za rękę i wyprowadził z domu szczelnie zamykając go na klucz.  Ciągnął mnie w stronę lotniska. Znowu mnie wywozi. Co on z tym ma? Za każdym razem jak gdzieś chce mnie zabrać to nie mówi gdzie bo oczywiście po co? Chwilę potem siedzieliśmy w samolocie. Próbował zagłuszyć stewardesse ( nie wiem jak to się pisze ) bym nie słyszała gdzie lecimy. Kiedy skończyła on się uspokoił.
-  Czy tobie już kompletnie odbiło?
- Nie dlaczego?
- No co ty odwalasz? Zabierasz mnie nie wiem gdzie bodajże że za granicę. Nie wiem na ile, nie mam nic przy sobie, nic nie wiem a tym mnie gdzieś wyciągasz próbując wszystkich zagłuszyć
- O matko poczekasz zobaczysz - przewróciłam oczami i odwróciłam się w drugą stronę.
- Oj no nie denerwuj się. To ma być prezent
- Za co?
- Za moje ocalone życie - przymrużyłam oczy i zeskanowałam go wzrokiem.
- Wkurzasz mnie już tym
- Ale i tak mnie kochasz?
- Tsa - przybliżył swoją twarz do mojej.
- Powiedz mi prosto w twarz że mnie nie kochasz
- Robisz to specjalnie
- Oczywiście. A więc?
- Nie kocham cię - nagły szok pojawił się na jego twarzy.
- Żartuję durniu
- Nie wierzę ci za grosz
- Serio? Udowodnić ci?
- Ta ciekawe jak? - przewróciłam oczami i wpiłam się w jego wargi.
- Taki sposób przekonywania mnie mi się podoba
- Bardzo się cieszę
- Fuuuuj! - odwróciłam się i zobaczyłam rozpromienioną dziewczynkę.
- Cześć Sylvia
- Hej Sophie. Co ty robisz w samolocie do..
- Nie mów. Ma się dowiedzieć na miejscu - rzucił Louis.
- Ale ty jesteś. A co ty tu robisz?
- Jadę do szpitala
- Co? Dlaczego? - trochę spanikowałam.
- Mój stan się pogarsza. Wiem że nie wiele życia mi zostało ale chce je wykorzystać do końca
- Sylvia bo się popłaczę. Nie mów tak. Masz dużo przed sobą. Skąd wiesz? Lekarz może się mylić. Nie każdy jest profesjonalistą. Wierz w życie a przejdziesz je jak możesz a jeśli uda się to jak chcesz - lekko się do niej uśmiechnęłam. Mam takie samo nastawienie do życia jak ona teraz ale wierzę że ono się zmieni.
- Obiecujesz?
- Obiecuję
- Dziękuję Sophie
- Sophie tutaj! - no nie gdzie ich jeszcze nie było.
- Ludzie, proszę nawet tutaj nie dacie jej trochę spokoju i chociaż grama prywatności. Co wy jesteście? Muchy a ona jakiś cukierek że zbieracie się do niej? Odejdźcie spokojnie albo będziecie mieli doczynienia z moimi prawnikami - ku mojemu zdziwieniu odeszli.
- Dziękuję
- To dla twojego dobra
- Niech ci będzie tato
- Też cię kocham - po dwóch godzinach byliśmy już na miejscu. Teraz muszę skojarzyć miejsce. Góry, zapach oscypków, polska gwara. No fajnie. Idiota wywiózł mnie w Polskie góry i nie łaskaw był powiedzieć.
- Ty jesteś jakiś nie ogarnięty
- No co nie podoba się niespodzianka?
- Podoba
- Tydzień tej niespodzianki ci wystarczy?
- A przez ten czas będę miała się w co ubrać?
- Oczywiście idziemy do sklepów - pociągnął mnie za rękę w stronę rynku. Musiał studiować mapę Zakopanego. Przez cały czas uczyłam go polskiego języka. Coś tam łapał ale zawsze był słychać ten silny brytyjski akcent. Musiałam mu pomagać dogadywać z innymi ludźmi. Przyznam że było bardzo zabawnie. Koło jakiejś osiemnastej szliśmy do domu o którym też nic mi nie powiedział.
- Masz za dużo pieniędzy? - zapytałam stając przed drewnianym domem.
- Tak a co?
- Człowieku ten domek kosztuje nie mało pieniędzy
- A skąd wiesz?
- Mieszkałam w Polsce tyle lat. Jak przyjeżdżałam tu na wakacje to wynajmowaliśmy ten domek
- Oł. Trudno. Wszystko dla mojej księżniczki - weszliśmy do środka. Nic a nic się nie zmieniło. Typowo góralski wystrój. Władowałam wszystkie rzeczy do szafy. Musiałam się przebrać.
- Chodź
- Nie. Nigdzie już dzisiaj z tobą nie idę. Mam dość. Nogi mnie strasznie bolą od łażenia po sklepach a ty chcesz mnie jeszcze gdzieś zaciągnąć
- No dawaj
- Mówię stanowcze nie tobie
- Jak chcesz - udał obrażonego.
- To na mnie nie działa - teraz na serio się naburmuszył. Poszłam do kuchni coś zjeść. Kiedy skończyłam wyjrzałam przez okno. Słońce chowające się powoli za górami. Dawno nie miałam takiego widoku. Dawno też tu nie byłam. Trochę mi tego brakowało. W oknie widziałam odbicie Louisa. Przytulił mnie od tyłu i oparł swoją głowę o moje ramię.
- Brakowało ci tego miejsca co?
- Bardzo
- Chciałabyś tu zostać?
- Nie. Nie zrobiłabym ci tego. Jeszcze powiedz mi że mnie tu zostawisz
- Jak najbardziej. Przecież z taką brzydką gadułą nikt dnia nie wytrzyma i trzeba ją zostawić w jakimś zalesieniu żeby nikt jej nie znalazł. Wiesz co? Ty to masz głupie pomysły. Skąd ja miałbym cię tu zostawiać. Skarbów się nie porzuca bo są za cenne
- Ja w przeciwieństwie do ciebie mam lepsze pomysły - odwróciłam się do niego twarzą.
- Tak? A kto się cieszy że siedzi w polskich górach?
- No pewnie że ja. Tylko może następnym razem mów mi gdzie mnie zabierasz
- Ale no chciałem ci niespodziankę sprawić a ty jak reagujesz?
- Ja nie lubię niespodzianek
- Trzeba było wcześniej teraz już po wtokach - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Lubię cię drażnić
- A ja nie. To wkurzające i bezczelne
- A ty co robisz?
- Ja to inna sprawa
- Och czyżby?
- Oczywiście że tak
- No jasne
- Też cię kocham i to bardzo mocno
- Nie ignoruj mnie
- Jakbym śmiał
- Nie odzywam się do ciebie. Już ci kiedyś mówiłam żebyś mnie nie ignorował
- No nie. Przepraszam no
- ......
- Nie złość się. Złość cerze szkodzi
- ........ - delikatnie musnął moje wargi. Myślałam że albo go zabije albo zaraz zaciągnę do łóżka. On zawsze wie jak wkurzać i kochać za jednym razem.
- Lepiej ci?
- ..... - może spadać i tak się do niego nie odezwę.

_________________________________________________________________________________

Hejka! Tu ja! Chcę was prosić o komy do tego rozdziału. Wiem że jest lipny. Pisać nie potrafię. / Swe Et

niedziela, 30 marca 2014

Help me!

Matko. Teraz mogę dodawać posty co tydzień ponieważ muszę poprawić oceny. Jak skończę poprawiać je to znowu normalnie będzie pojawiał się jeden na dzień a w weekendy po dwa lub trzy. Przepraszam bardzo /Swe Et

piątek, 28 marca 2014

Sorry

People sorry but i don't have a vena. So today not write next part. More time sorry. Zacznijcie się uczyć angielskiego na tłumaczeniu tego / Swe Et <3

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 68

Uwaga! Rozdział zawiera sceny kryminalne dozwolone od lat 14. Wchodzisz na własne ryzyko!

- Co dzisiaj robiliście?
- To co zawsze. Biegaliśmy po studiu
- Przykro mi - powiedziałam udając płacz.
- Dobra ja nie ważny. Przynajmniej teraz. Co dzisiaj robiłaś?
- Zdaje się że uczyłam
- Wiem ale dokładniej?
- A co ty taki ciekawski?
- Chcę wiedzieć co tam u mojej przyszłej żony
- Ugh. Było fajne. Próbowali sobie ale im nie wychodziło. Podobały mi się lekcje a już jutro wcisnęli mi zastępstwo. I to tyle
- Fajny dzień
- Nieee
- Dlaczego?
- Bo dopiero wieczorem mogę ciebie zobaczyć
- Mi ciebie też brakuje
- Idę do kuchni, chcesz coś?
- Nie - odwróciłam się na pięcie i poszłam do wyznaczonego pokoju. Nastawiłam wodę na herbatę. Stanęłam przed oknem patrząc jak słońce jest w połowie drogi do zniknięcia za horyzontem. Spojrzałam na parapet. Stało na nim nasze zdjęcie. Wtedy było tyle smutku i żalu. Na szczęście się to skończyło. Ale nikt nie powiedział że smutki nie wrócą. Poczułam znajome perfumy które otuliły moją sylwetkę. Chłopak przytulił mnie od tyłu.
- Co ty tu robisz?
- Chciałem cię przeprosić
- Za co?
- Za tą akcję z Vik
- Czasu nie odwrócisz
- Niestety
- Coś jeszcze?
- Nie już nic
- To cię po przyjacielsku wyrzucę z domu
- A ja po przyjacielsku wyjdę sam
- Jak chcesz
- Cześć
- Pa - odwrócił się w swoją stronę i wyszedł. Chwilę potem do kuchni wparował Louis.
- Kto to był?
- Niall
- Co chciał?
- Przeprosić
- Serio?
- Tak a co? Nie pasuje ci?
- Cieszę się. Tylko...
- Tylko co?
- Tylko gdyby nie namieszał nie musiałby przepraszać
- A no
- Coś ci zrobił?
- Tak. Przytulił. Zazdrosny?
- Każdego dnia o każdej porze
- Miło to słyszeć - uśmiechnęłam się. Pogładziłam go po poliku na co ukazał szereg białych zębów. Radował mnie taki widok. Czajnik zaczął piszczeć więc się od niego odsunęłam i poszłam go wyłączyć. Zalałam kubek z woreczkiem herbaty. Kiedy maszyna wróciła na swoje miejsce a ja poszłam z naczyniem pełnym ciepłej cieczy do salonu. Usiadłam na kanapie i sięgnęłam po książkę. Czytałam i przysypiałam. Skończyło się tym że zasnęłam na kanapie.

                                                                          ***

Rano wstałam bez większych emocji. Poszłam do łazienki. Robiłam to co zwykle rano. Ubrałam się w to. Chwilę potem wyszłam do pracy.

                                                                           ***

Właśnie prowadzę pierwszą lekcję. W pewnej chwili przychodzi do mnie sms. " Broń masz w szufladzie biurka. Dosłyszałam się że szykują napad. Czekaj na pierwsze strzały. Każ uczniom uciekać przez okna. Zamknij drzwi i pomóż nam. Victoria ". Co do cholery?! Napad? Kilka minut po sms - ie rozległy się strzały. Uczniowie zaczęli panikować.
- Ej! Spokój! Wychodźcie oknami nie jest wysoko!
- A ty? - sięgnęłam po pistolet do biurka.
- O mnie się nie martwcie! Jak będzie trzeba każcie innym uczniom skakać z pięter na dole są trampoliny - wyszłam z klasy i zamknęłam drzwi na klucz zgodnie z instrukcją. Kierowałam się ostrożnie do reszty nauczycieli. Nie bałam się strzelać. Tato uczył mnie strzelać śrutami. Miałam to już wyćwiczone.

                                                                         ***

Oglądam właśnie wiadomości. " Dzisiaj w jednym z Londyńskich liceum rozpoczęła się strzelanina. Nauczyciele dowiedzieli się chwilę przed rozpoczęciem i ewakuowali uczniów.
- Jak się czujesz?
- Źle. Boję się o nauczycieli. O Sophie ona jest młoda a może tam zginąć. Oddaję jej honor bo jest bardzo odważną dziewczyna. Kazała nam uciekać i łapać innych a sama wyszła z bronią na śmierć. Dziękuję jej że uratowała nam życie
- To była wypowiedź jednej z uczennic " Mało się w kawie nie utopiłem. Sophie i strzelanina? Cholera trzeba zrobić z tym porządek! Zadzwoniłem po chłopaków a sam byłem już w drodze do zamieszania. Tak jak myślałem policja nie puściła nas głównym wejściem więc wpadliśmy tam tylnym.

                                                                           ***

Połowa nauczycieli już nie żyje. Stoję na przeciwko człowieka który może w każdej chwili mnie zabić. Mamy wyciągnięte do siebie bronie. Pistolet muszę trzymać w prawej ręce bo postrzelił mi lewą rękę. Krew się leje ale nie zwracam na to uwagi. Kolejny strzał oddałam ja ale oczywiście chybiłam. Następny był on. Postrzelił mnie. Przed odejściem oddałam kilka strzałów tak że krwawił nie miłosiernie. Spróbowałam się podnieść i pójść do wyjścia. Huki nie ustawały. Więc jeszcze ktoś prócz mnie żyje. Po kilku minutach wyszłam z budynku. Lekarze rzucili mi się na pomoc. W śród nich zauważyłam Harrego.
- Gdzie jest Louis?
- W środku
- Daj broń
- Ni...
- Daj - posłusznie dał mi pistolet. Wyrwałam się ludziom i wbiegłam z powrotem do budynku. Teraz nie miałam bólu. Teraz byłam zła. Zła za to że jeśli któryś z nich zrobi mu krzywdę zabiję sama. Stanęłam od tyłu gościa z którym nie mógł się uporać Lou. Na pewno on jest tym głównym.
- Rzuć broń! Albo jeśli chcesz oberwać spełnię to życzenie - nie zrobił tego czego chciałam tylko zaczął strzelać. Sam oberwał kilka razy. Leżał we krwi tak samo jak Louis. Pobiegłam do niego.
- Louis nie zasypiaj. Otwieraj oczy - przerwałam moją bluzkę i zrobiłam z niej opaskę uciskową. Złapał ostatkiem sił moją rękę. Podniosłam go i oparłam o siebie. Jakoś go wyciągnęłam. Miałam łzy w oczach.
- Ludzie pomocy on umiera! - lekarze byli od razu. Chłopcy mnie trzymali bo ból zaczął znowu przeszywać całą mnie. Przed oczami miałam mamę Louisa dziękującą mi.
- Jesteś odważna - cicho wyszeptał Zayn. Straciłam kontakt ze światem.

                                                                            ***

Obudziłam się w tym cholernym białym pomieszczeniu którego tak bardzo nienawidziłam. Obok mnie leżał Lou. Nic mu nie jest i żyje to najważniejsze. Spojrzałam w drugą stronę. Za szybą siedziała grupka uczniów którym powiedziałam żeby uciekali. Podniosłam się i spróbowałam wstać. Fajnie nie zdążyli mi ściągnąć tych spodni ale bluzkę to tak. Wyszłam za drzwi.
- Sophie
- Cześć młodzi - chociaż byłam obolała nie dałam bólowi za wygraną.
- Jak się czujesz?
- Normalnie. Nic takiego się nie stało
- Nic takiego się nie stało? Uratowałaś nam życie
- Ale to nie tylko ja
- No właśnie teraz jest problem
- Kto przeżył z innych nauczycieli?
- Połowa. Dobrze się mają. Nie wielkie okaleczenia
- To dobrze
- Ale pani dyrektor nie należy do tych osób
- I co teraz?
- Musimy mieć nowego dyrektora
- Kogo proponujecie?
- Ciebie
- Mnie? Nie za dużo papierkowej roboty. Kogoś innego wytypujcie
- To może profesor Duley?
- Czemu nie. Miły facet
- Tylko jeszcze inni muszą się zgodzić
- A jak uczniowie? Wszyscy są cali?
- Tak. Z tego co wiem wiwatują pod szpitalem
- Co?
- Tak
- Muszę to zobaczyć
- A wypuszczą cię?
- Tak. Przecież mówiłam nic mi nie jest - dyskretnie wymknęłam się z budynku. Przed nim stały dorosłe dzieciaki a zarazem przyjaciele. Wszyscy dosłownie byli chwilę potem przy mnie. Jedna z dziewczyn pokazała mi gazetę ze mną na nagłówku. " Była piosenkarka ratuje uczniów i swoich przyjaciół przed śmiercią " łzy zbierały się w oczach. Porozmawiałam z nimi i wróciłam do środka. Miałam nadzieję że nikt się nie połapał że mnie nie ma. Kiedy weszłam na salę Louis siedział na tym wstrętnym łóżku szpitalnym. Od razu do niego podeszłam.
- Jak się czujesz skarbie? - zapytałam z troską.
- Jak ja się czuję? Ja bym nie czuł gdybyś mnie nie uratowała
- O matko co w tym takiego wielkiego. Zwykła przysługa i tyle
- Czy ty sobie zdajesz sprawę ile zrobiłaś?
- Nie i nie mam zamiaru - złapał moją drugą rękę. Czyli tą bez rany i zaczął kreślić na niej kółka.
- Tyle dla mnie zrobiłaś
- Przestań bo zaraz się wkurzę i wyjdę
- Dobra kończę. Nawet teraz masz dużo humoru
- Nic mi nie jest to mam humor

środa, 26 marca 2014

Rozdział 67

Rano obudził mnie dźwięk telefonu.
- Kto do cholery o tej porze? - wzięłam telefon do ręki. Kliknęłam na zieloną słuchawkę.
- Halo? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Przepraszam obudziłam panią?
- Nic się nie stało. O co chodzi?
- Pani Sophie Lynch?
- Proszę nie pani po prostu Sophie. Tak to ja
- Dzień dobry ja jestem Victoria Peterson. Jestem dyrektorką liceum
- A w jakiej sprawie pani dzwoni?
- Chciałabym zapytać czy by zaczęła pani uczyć w naszej szkole muzyki? - prawie zakrztusiłam się powietrzem.
- Co?
- Jeśli nie chce pan...Sophie to nie musisz
- Nie oczywiście że chcę
- Możemy się spotkać koło godziny 16.30 koło szkoły?
- Tak jasne. Dziękuję
- Nie ma za co
- Do widzenia
- Do widzenia - prawie rzuciłam telefonem o ścianę. Byłam w szoku. Ta praca spadła mi jak z nieba.
- Co jest? - zapytał Louis ledwo mrawy.
- Może dostanę pracę! - cieszyłam się jak małe dziecko. Chciałam piszczeć ze szczęścia.
- Idź spać. Przyśniło ci się
- Nie - złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Mocno mnie do siebie przycisnął tak żebym nie mogła mu się wyrwać.
- Bardzo się cieszę. A gdzie?
- W liceum
- Że gdzie? - oburzył się.
- Coś ci nie pasuje?
- Nie nic - dał mi buziaka w policzek i poszedł spać dalej.

                                                                              ***

Jest koło 16.00. Zaczęłam się zbierać. Zrobiłam delikatny makijaż i zakręciłam lekko końcówki włosów. Ubrałam to. Podobał mi się ten strój.
- Lou ja wychodzę!
- Tylko wróć - przyszedł do holu i zamarł.
- Coś nie tak?
- Nic. Po prostu...ughh
- Miło mi to słyszeć - ciepło się do niego uśmiechnęłam. Obdarował mnie buziakiem w czoło i wrócił do wcześniejszego zajęcia. Wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam pod wyznaczony cel. Pod dużym budynkiem stała nie wysoka szatynka o kobiecych rysach twarzy.
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Skąd pomysł o pracy tutaj?
- Wiem że nie masz doświadczenia pedagogicznego. Ale zapewne tylko ty dasz sobie z nimi radę a poza tym jesteś muzykiem a poszukujemy nauczyciela muzyki
- Aha. Mogę zobaczyć ten obiekt?
- Tak, chodźmy - Victoria oprowadzała mnie po każdym korytarzu. Ładnie tu jest. Przypadło mi do gustu. Po pół godziny skończyło się zwiedzanie.
- Płacimy za miesiąc 600 funtów
- Ile?
- Za mało? Mogę podnieść cenę
- Nie, nie trzeba jest dobrze
- To jak?
- Zgadzam się
- Proszę przyjść jutro na ósmą. Prześlę pani plan lekcji e - mailem
- Dziękuję jeszcze raz
- Nie ma za co
- To do jutra
- Do widzenia - pobiegłam do auta i zaczęłam krzyczeć ze szczęścia. Z uśmiechem na twarzy odjechałam z pod mojego nowego budynku pracy.

                                                                        ***

- I jak?
- No wiesz. Rozmowa był długa i skomplikowana ale dostałam tą pracę! - podniósł mnie i zaczął okręcać wokół własnej osi. Cieszył się razem ze mną.
- Mam się do ciebie zwracać pani profesor?
- Nie bo mnie postarzasz
- To jak będą do ciebie mówili uczniowie?
- Sophie. Po prostu po imieniu - uśmiechnęłam się do niego.
- Pamiętaj jeśli któryś z tych gnojków zacznie się do ciebie dobierać to znajdę i zakatrupię
- Dobrze spokojnie. Idę spać bo jestem zmęczona
- No idź się wyśpij - poszłam do góry. Sprawdziłam swoją pocztę. Była wiadomość z planem lekcji. Warto próbować czegoś nowego.

                                                                           ***

Rano wstałam nabuzowana. Dzisiaj postanowiłam wyprostować włosy. Delikatny makijaż jak zwykle. Ubrałam się w to. Było za dwadzieścia ósma więc pozbierałam się i pojechałam. Kiedy weszłam do szkoły każdy uczeń pożerał mnie wzrokiem. Próbowali zagadać ale im nie wychodziło.
- Cześć maleńka - zagadał jeden z nie świadomych.
- Chyba jak za stara dla ciebie - szukałam sali w której zaczynam. Weszłam do klasy przed wszystkimi by sobie wszystko ogarnąć. Po dzwonku weszli oszołomieni uczniowie. Usiedli w ławkach i próbowali się wybudzić z jakby transu.
- Cześć wam. Jestem Sophie będę was uczyć muzyki
- Proszę pani.. - zaczęła jedna z dziewczyn
- Nie proszę pani tylko Sophie
- Dobrze tak więc Sophie czy ja ciebie kiedyś nie widziałam?
- Możliwe
- Powiedz swoje nazwisko
- Lynch, jestem Sophie Lynch
- Ta...
- Ta - posłałam im uśmiech
- Co ty tu robisz?
- Jak widać uczę. Dobra koniec rozmów na czym jesteście? - podobało mi się taka przygoda. Może mnie polubili albo może i nie. Na czwartej lekcji miałam drugą klasę. Do sali wparował jak gdyby nigdy nic Louis.
- Dzień dobry pani profesor przepraszam za spóźnienie
- Wyjdź
- Ale..
- Wyjdź - posłusznie wyszedł za drzwi.
- Zacznijcie czytać rozdział 39 ja zaraz do was wrócę - myślałam że go zabije na tym korytarzu.
- Wyszłaś i się nie pożegnałaś
- Ale wiesz że nie będziesz mógł mi tak wparowywać na lekcje?
- No wiem ale musisz się ze mną żegnać
- Dobra jak chcesz - sięgnęłam już za klamkę kiedy mnie zatrzymał.
- Ej!
- Co?
- Nie zapomniałaś o czymś? - przewróciłam oczami. Podeszłam do niego i wpiłam się w jego usta.
- Papa skarbie - uśmiechnęłam się i weszłam do klasy. Reszta dnia minęła mi dosyć miło. Jutro już mam zastępstwo z piątoklasistami ponieważ ta szkoła jest połączona z podstawówką.

                                                                                ***

- Jestem
- Nareszcie