niedziela, 31 sierpnia 2014

Koniec!

Mam dość! Rozumiecie? Dość!! Jeśli komuś do cholery nie podoba się to co piszę niech nie czyta. Mam to gdzieś czy ktoś będzie to czytał czy nie! Ale jeśli jeszcze raz ktoś napisze o tym by usunąć z mojego bloga kogoś to obiecuje zawieszę bloga.

Rozdział 1 i wiecie dalej cz.1

- Ale jak ja mam mu powiedzieć że to nie jego dziecko?
- Spokojnie. Będzie dobrze
- Nic nie będzie dobrze. Przecież jak się dowie to się załamie
- Ale musisz. Soph zrozum że im szybciej mu powiesz tym masz większą szansę
- On mnie znienawidzi
- Ale musisz mu powiedzieć
- Tylko ty potem będziesz go leczył ze smutku
- Dobra. Dzwoń - westchnęłam i wyciągnęłam telefon. Po dwóch sygnałach odebrał.
- Halo?
- Hej - powiedziałam załamanym głosem.
- Co się stało?
- Słuchaj może to nie jest rozmowa na telefon ale chcę ci to jak najszybciej powiedzieć
- Ale co?
- Pamiętasz jak ci mówiłam że jestem w ciąży?
- Tak. Czy coś się stało?
- Nie. Wszystko w porządku ale...
- Co?
- To nie jest twoje dziecko. Przepraszam - ostatni wyraz szepnęłam i się rozłączyłam. Chłopak mnie przytulił.
- Zrozumie. Zobaczysz
- A jak nie zrozumie?
- Zrozumie. Przecież on wszystko wiedział. Powiedziałaś mu. Przyjął to i kochał. To go zasmuciło fakt ale nadal cię kocha
- Ale rozumiesz? Ja nie chcę żeby mnie kochał. Mam inne życie. Moje życie
- Sophie. Posłuchaj nigdy go od siebie nie odciągniesz. On za bardzo cię kocha
- Dlaczego to musiało się tak skończyć? Dlaczego wróciłam? Mogłam nie wracać. Liam powiedz mi dlaczego wróciłam do Londynu? Dlaczego pozwoliłam żeby Lou się do mnie zbliżył?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Na początek... jak myśleliście? Pewnie myśleliście że chodzi o Jamesa ale nie. Na razie fabuła jest taka. No proszę o komy <3

sobota, 30 sierpnia 2014

Początek kolej Sagi...

Na początek chcę was powiadomić iż rozdziały nie będą dodawane regularnie ponieważ zaczyna się szkoła. A także będą częściowe. Jeden rozdział = dwie części. Mam nadzieję że nie zniechęcicie się do czytania mojego bloga. Ave!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

czwartek, 28 sierpnia 2014

Saga 2 Prolog

Bardzo mnie zadziwiło jej zachowanie. Jest strasznie zdenerwowana.
- Co się dzieje kochanie?
- Chyba czas najwyższy bym ci powiedziała...
- Ale co? - w mojej głowie tliły się czarne scenariusze.
- Jestem w ciąży! - szok. Mocno ją przytuliłem.
- Będziesz tatą
- Tak bardzo się cieszę
- Ja też. Kocham cię
- I love you too

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 85 cz. ostatnia Sagi 1

Po kilku dniach obserwacji wypuszczono mnie ze szpitala. Dzisiaj wracam do swojego domu. W Kolumbii jest moje miejsce. I chodź bardzo kocham Londyn nie mogę tu zostać.
- Nie smucić się. Będę was odwiedzać
- Mamy nadzieję
- Mam najlepszych przyjaciół na świecie - każdego wyściskałam po kolei. Louis się nie zjawił. Sprawiło mi to w którymś stopniu przykrość.
- To do zobaczenia - uśmiechnęłam się do nich i ruszyłam na odprawę. Z oka spłynęła mi łza.
- Skarbie nie smuć się. Będzie dobrze
- Ni jestem tego taka pewna

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem, wiem króciutki ale się nie dziwcie ostatnia część pierwszej Sagi. Nie martwcie się będą kolejne Sagi. Do zobaczenia

wtorek, 26 sierpnia 2014

Uwaga

Spotkałam się dzisiaj z nie przyjemnym dla mnie komentarzem. Zawarte było w nim był usunęła z mojej dalszej fabuły piłkarzy. Bardzo mnie to zabolało iż myślałam że czytelnikom tego bloga podoba się to co piszę. I mam prośbę żeby nie pisać tego typu komentarzy bo mnie to uraziło. Dziękuję za uwagę.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Drugi blog!

Hej właśnie założyłam drugiego blogaaa! oscar-ff-by-soph.blogspot.com/ mam nadzieję że wpadniecie i skomentujecie 1 rozdzialik który zapewne jest do bani :(

Rozdział 84 cz.2

Obudziłam się w oślepiającym pomieszczeniu. Kiedy spróbowałam się podnieść coś mnie zatrzymywało. Nie mogłam podnieść rąk. Szarpałam się ale to nic nie dało. Bezwładnie opadłam na łóżko. Małe łezki bezsilności wydobywały się powoli z moich oczu. Obróciłam głowę w jedną ze stron. Ujrzałam mojego ukochanego. Spał. Wyglądał na strasznie zmęczonego. Chciałam go dotknąć le przez pasy nic nie mogłam. Strasznie się wierciłam. Myślałam że mebel pod tak wielką ilością ciężkości się połamie.

~~ 10 minut później ~~

Kiedy po ogromnej walce nic dobrego nie wynikło dałam sobie spokój. Nagle do sali po cichu wszedł... Co? A co on tutaj robi?
- Oscar? Skąd się tu wziąłeś - mówiłam do niego szeptem.
- James zadzwonił
- Proszę odepnij mnie. Ja już tu nie mogę. Szamotam się pół godziny i nic
- Wiesz że nie mogę
- Proszę
- Nie Soph. Pójdę po lekarza - i wyszedł. Znów zastała mnie tępa cisza. Chwilę potem w pomieszczeniu znalazł się mężczyzna w białym fartuchu.
- Dzień dobry pani. Jak się czujemy?
- Dobrze. Może mnie pan rozwiązać?
- Obawiam się że nie
- Co dlaczego?
- Jest pani jeszcze agresywna
- Ale... proszę nie mogę się nawet podnieść. Nie mogę nawet nic dotknąć. Proszę
- Hmmm... no dobrze
- Dziękuję - kiedy lekarz mnie odwiązał zaczęłam rozmasowywać bolące nadgarstki.
- Za dwie godziny przyjdę zabrać panią na rutynowe badania
- Dobrze będę czekać - posłałam mu słaby uśmiech. Mężczyzna wyszedł.
- Oscar co się tak chowasz? Chodź tu - rzuciłam z uśmiechem
- A nie zabijesz mnie?
- Tu się puknij - wskazałam na czoło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I tak oto tym sposobem mamy 2 część rozdzialika. Komentujcie bo jak nie wasz żywot jest marny :D

Zwiastun

Hej. Właśnie został zrobiony piękny zwiastun ale oczywiście nie przeze mnie. Ja nic nie potrafię.

Więc tak: Gwiazdy i Gwiazdorzy którzy chcą mieć zwiastun zgłaszają się na stronę http://zwiastuny-horanex.blogspot.com/ zaraz pod spodem znajduję się jedna z prac wykonana z mojej prośby. Jeszcze raz dziękuję :D


 
 
Pamiętajcie by zrobić wszystko zgodnie z instrukcją autorki bo ona też jest człowiekiem <3
Do zobaczenia w następnej części rozdziału prosiłabym o komentarze bo w ogóle się nie udzielacie i to skłania mnie do zawieszenia bloga bo co? Nikt tego nie czyta

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 84 cz.1

Kolejny dzień furii. Wstałam rano i rozwaliłam wszystko. Dosłownie wszystko. Teraz siedzę skulona w kącie i bujam się do tego w krwi i jeszcze się trzęsę. Nie bardzo do mnie dociera co zrobiłam. W tamtej chwili nie myślałam o konsekwencjach. James patrzy na mnie ze strachem. Boi się mnie. Dobra. Zabierzcie mnie do psychiatryka. Chcę tego. Nikogo bliskiego przynajmniej nie skrzywdzę.
- Prze...przepraszam - ledwo słyszalnie wypowiedziałam. Wiedziałam że ma strach w oczach. Sama się siebie bałam. Nic nie mogłam zrobić prócz zadzwonić do najspokojniejszego Liama. Nie miałam siły rozmawiać. Drgającymi rękami wysłałam mu sms-a.

~~ 10 minut później ~~

Do pokoju wpadli zdyszani Liam i Harry. Pokój nadal wyglądał jakby przeszło tornado a my dalej siedzieliśmy jak wcześniej.

~~ Oczami Liama ~~

- Co..co tu się stało? - zapytałem zszokowany.
- S..Sophie rzuca palenie. I ch..chyba coś jeszcze ją zdenerwowało. Rozwaliła wszystko. Bardzo ją kocham a..ale ona nie daje mi do siebie podejść. I po mimo strachu jaki teraz czuję... - nie wytrzymał załamał się w słowach. Harry ostrożnie podchodził do Soph. Wiedział że może czymś rzucić ale się nie bał. Dziewczyna wyglądała jakby nic do niej nie docierało. Jakby nie była świadoma tego co zrobiła. Po 10 minutach wynieśliśmy ją stamtąd. Od razu pojechaliśmy do szpitala by ją opatrzyli i dali coś uspokajającego. Całą drogę się rzucała a ja ledwo ją utrzymywałem.

~~ Oczami Sophie ~~

- Jestem w psychiatryku?
- Nie. I tam nie trafisz
- Muszę. Słyszysz?! Muszę tam trafić!

Rozdział 83

Dzisiaj jest 3 dzień odkąd nie palę i buzuje we mnie jak w ulu. Chodzę wściekła na cały świat. Louisowi rozwaliłam już pół domu. Nigdzie nie mogę zagrzać miejsca ciągle chodzę i coś rozwalam. A szatyn to znosi ze spokojem. Co też mnie już strasznie wkurza.
- Soph... - stanął na przeciw mnie. Trochę za blisko ale spróbuję się powstrzymać przed zabiciem go. Zbliżył się jeszcze bardziej. Jego oczy były takie spokojne a w moich była nienawiść i ogień. Nie bał się mnie. Nie wytrzymałam. Moja ręka ruszyła w kierunku jego delikatnej twarzy. Złapał ją zanim mu coś zrobiłam. Obezwładnił mnie tak bym nic mu nie zrobiła. Czyli wisiałam jakieś paręnaście centymetrów nad podłogą. A on cierpliwie mnie trzymał i czekał aż się uspokoję. Kiedy już wiedział że już mu nic nie zrobię postawił mnie do pionu. Zaczęłam się trząść i płakać. Stałam się bezdusznym potworem.
- Louis ja..ja przepraszam nie panuję nad tym - mówiłam przez łzy. Szatyn tylko mnie przytulił, bez nie potrzebnych słów. Dziękowałam mu w duchu że jest przy mnie. Spojrzałam na niego. Był zmartwiony. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Halo?
- Sophie gdzie jesteś? - matko. Wpadłam.
- Ja jestem na spacerze
- Tak długo?
- James skarbie przecież wiesz że rzucam palenie muszę odreagować bo chodzę zła jak osa. Nie chcę ci nic zrobić
- No dobrze. Ale wracaj szybko
- Obiecuję
- Kocham cię
- Ja ciebie też. Pa
- Cześć - rozłączyłam się. Upadłam na kolana i schowałam twarz w dłonie. Co ja mu powiem? Będzie załamany. Ja też. Kocham go ale Lou. Jak ja mam wybrać? Przecież oni są dla mnie bardzo ważni.
- Co jest?
- Wszystko! - wydarłam się na niego. Moje nieopanowanie wróciło. - Ty nic nie wiesz! Ty nie wyobrażasz sobie jak ja się czuję! Co ja mam powiedzieć?! Przecież kocham go! Po to się wyszłam za niego by go kochać a nie zdradzać! Jestem idiotką. Nie mogę wybrać. No nie mogę! Jestem zła na siebie! Ty mnie nie zrozumiesz w tej sytuacji! - wstałam i wybiegłam z domu chłopaka. Nie wytrzymałam ze swoją złością. Biegłam do hotelu w którym teraz zamieszkuję. Po drodze wpadłam na kogoś.
- Prze...przepraszam - spojrzałam w górę i kogo zobaczyłam?
- Sophie? Co się stało? Gdzie ty byłaś? Wszyscy się martwili
- Cześć Liam - spuściłam wzrok. Nie mogłam nikomu spojrzeć w oczy w tej chwili. Podszedł bliżej. - Proszę odsuń się. Ja teraz nie panuję nad sobą - był zdezorientowany ale posłuchał.
- Wpadnij do nas. Sophia tęskniła, wszyscy tęsknili
- Dobrze - złamałam się - Przyjdę jak tylko będę mogła. Tylko nikomu nic nie mów. Nie chcę na razie nie potrzebnych telefonów i pytań
- Obiecuję
- Dziękuję. W takim razie do zobaczenia - posłałam mu nie wyraźny uśmiech.
- Cześć - wyminęłam go i szybkim krokiem ruszyłam w swoją stronę. Kiedy weszłam do pokoju James patrzył na mnie z wielką troską.
- Wszystko ok?
- Nie nic nie jest ok - warknęłam przez zaciśnięte zęby powstrzymując nie potrzebne krzyki. Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Chłopak chwilę potem był przy mnie i powstrzymywał moją furię. Przytulał mnie chodź waliłam w jego klatkę pięściami i mówiłam wręcz wydzierałam się by mnie zostawił w spokoju. On się nie poddawał. Uspokajał mnie do póki się nie zmęczyłam i opadłam z sił w jego silnych ramionach. Ten wielki gest jeszcze bardziej mi zaszkodził. Wiedziałam że nie mogę złamać mu serca.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nadjechała ciuchcia z rozdzialikiem. I wiem jestem walnięta <3

Pufff!!! Puffff!!!

Ciuchcia do marzeń jedzie z drogi śledzie!!! Hahahaha :) A więc tak dzisiaj przyjadę ciuchcią z nowym rozdzialikiem!!! Widzimy się na stacji do marzeń!!! <3 Ave i do zoabczenia <3

czwartek, 21 sierpnia 2014

Przykro mi

Przykro mi z powodu iż nie chcę was martwić ale wcale nie komentujecie już i mnie to bardzo boli

Rozdział 82

W co ja się najlepszego wpakowałam?! Tak pragnęłam jego bliskości, on musiał być przy mnie. Nadal wpatrywałam się w te piękne lazurowe oczy. Nie mogłam się im oprzeć. Spuściłam wzrok. Wiedział że nie chciałam by ktoś nas nakrył. Wziął mnie za rękę i pociągnął do swojego samochodu.

~~ 30 minut później ~~

Szatyn posadził mnie na masce samochodu ciągle wpatrując się we mnie jak w obrazek. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Przylgnęłam swoimi spierzchniętymi wargami do jego miękkich i delikatnych jak zawsze. Kiedyś tak bardzo je kochałam. Wtedy były tylko dla mnie. Ale co ja powiem Jamesowi? Przecież on będzie wnerwiony na maksa. Jak ja to zrobię? Lekko odepchnęłam od siebie Louisa. Patrzył na mnie pytająco. Jedna łza spłynęła po moim poliku. Chwilę potem całą jej ścieżkę chłopak delikatnie starł kciukiem.
- Co się dzieje? - zapytał troskliwie.
- Lou ja tak nie mogę
- Ale...ale dlaczego? Przecież ja cię kocham - poczułam znaczne ukłucie w sercu.
- Ja też cię kocham ale jak my to utrzymamy w tajemnicy? Przecież oni prędzej czy później dowiedzą się o nas - wstałam i poszłam kawałek dalej odreagować. Wyciągnęłam już 5 papierosa w tym dniu, podpaliłam go i zaciągnęłam się by na chwilę zapomnieć o tym wszystkim.
Tak bardzo kocham Tommo ale James też jest dla mnie ważny. Chłopak po raz kolejny zabrał moją jedyną uciechę życia.
- Proszę oddaj mi ją. To jest jedyna rzecz na odstresowanie się - powiedziałam do niego marnym głosem. Pokiwał przecząco głową.
- Nie chcę byś niszczyła swoje życie
- Ale ja nie wytrzymam. To ciężkie
- Wiem. Musisz się postarać - chwycił moją dłoń i położył ją sobie w miejscu gdzie znajduje się jego serce.
- Czujesz? - pokiwałam niepewnie głową - Ono bije dla ciebie i nie chciało by byś znów odeszła. Więc proszę zostaw papierosy dla mnie. Nie chcę cię stracić na zawsze. Proszę oddaj mi je - trzęsącą się ręką oddałam mu paczkę i zapalniczkę a on wyrzucił to gdzieś za siebie. Nerwowo się trzęsłam i obmyślałam plan jakby mieć je znów przy sobie. Chłopak zauważył to i zamknął mnie w swoim uścisku bym się rozluźniła i zapomniała.
- Pomożesz mi z tym?
- Oczywiście. Możesz na mnie liczyć
- Dziękuję - powiedziałam i znów się w niego wtuliłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Bongiorno! Jak widzicie to kolejny rozdział i nie chcę mi się pisać o tym więcej więc papa <3

Aaaaaaaaaa!!!!!!!

Dzisiaj kolejny rozdział!!! Ide znowu na porodówkę

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 81

- Tak, cześć Louis - odpowiedziałam trochę nerwowo.
- Co ty tu robisz?
- Ja...ja przyjechałam tu z mężem kolejny raz pożegnać się z moją rodziną - kiedy usłyszał że mam męża otworzył swoje lazurowe oczy szeroko z niedowierzenia.
- Aha. Sophie możemy porozmawiać w cztery oczy?
- T..tak ale nie teraz. Możemy się spotkać w parku o 17.00?
- Ta. Będę - pożegnaliśmy się i poszliśmy dalej w głąb cmentarza.
- Kto to był?
- Mój stary ( narzeczony ) kolega
- Ok

~~ Park 16.50 ~~

Czekałam na niego i myślałam o tym wszystkim co dzisiaj było. Siedziałam na ławce i płakałam z bólu jaki teraz nosiłam w sobie. Kiedy już wiedziałam że on nade mną stoi trochę niepewnie podniosłam głowę. Kolejna łza spłynęła po moim poliku skutkując tym że chwilę później Lou mnie przytulał. Poczułam się tak bezpiecznie jak kiedyś. Jego ciepłe ramiona oplatały moją osobę tak troskliwie jak kiedyś. Czułam się jak w romantycznym filmie do póki nie zadał tego istotnego pytania.
- Dlaczego uciekłaś? - wtedy wszystko runęło. Nie wiedziałam jak mu to wytłumaczyć.
- Bo..bo ja - musiałam to wyrzucić z siebie. Dłużej tego sama nie utrzymam w tajemnicy.
- Dwa lata temu ciebie nie było w domu, więc ja po prostu ze znudzenia wyszłam się przejść i wpadłam na Nialla i on zaproponował mi wpadnięcie do siebie. To ja się zgodziłam bo myślałam że jemu przeszło już wszystko ale kiedy tam weszłam zobaczyłam zdjęcie. Nasze zdjęcie jak się całujemy. Ono było rozbite. Nie uniosłam tego wszystkiego i uciekłam. To było dla mnie bólem kiedy on tak bardzo pragnął swojego szczęścia niszcząc naszą miłość. Dlatego wyjechałam stąd. Bo się bałam że on coś zrobi i wszystko zniszczy. Louis ja cię przepraszam. Nie powinnam w ogóle tu przyjeżdżać. Masz dziewczynę ona cię kocha a ja mam męża i jeszcze raz przepraszam. Będziemy przyjaciółmi? - chłopak pokiwał głową. Słabo się do niego uśmiechnęłam i przeprosiłam go na chwilę ponieważ poczułam nasilający się głód nikotynowy. Odeszłam kawałek i wyciągnęłam jedną fajkę z paczki i ją podpaliłam. Jakąś chwilę później szatyn obrócił mnie do siebie i zabrał mi papierosa wyrzucając go gdzieś za siebie. Zgromiłam go wzrokiem ale to nic nie dało. Wypuściłam dym z ust prosto w jego twarz by wiedział że nie spodobało mi się to co zrobił. Lecz to też nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Ten wzrok przeszywał mnie na wylot i przy okazji mówił: Niech nie liczą się konsekwencje. Próbowałam wyczytać z nich coś jeszcze ale nie mogłam. Wiedziałam czego on chce. Ale czy ja tego chcę? Przecież mam męża i pracę. Czy chcę to zaprzepaścić? Czy chcę wszystko rzucić i wrócić do Londynu? To jest to wielkie pytanie: Czy tego chcę?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Vas happenin'? Hah. I tak oto wracam z porodówki z nowym rozdzialikiem. Wiem głupia jestem ale słońce chyba trochu mi przygrzało w głowę jak byłam nad morzem. Miłych wrażeń bay. I Ave ja!!!

Rozdział już w drodze!!!

Uwaga!! Ważne jadę do szpitala urodzić kolejny już rozdział!!! Ja nie mogę jak boli :) W tym dniu będzie kolejny bo mnie natchnęło. Czekajcie na niespodzianki i inne zwroty akcji!!! Bay!!!

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Uwaga!!!

Ważne! Jedna osoba z was napisała komentarz ( który oczywiście mnie nie uraził :) ) Więc tak: chodzi o to w tym że, Soph uciekła od Lou ponieważ Niall ciągle stał jej na przeszkodzie do szczęścia z nim więc ona wyjechała i tam poznała Jamesa ( krótka notka: James Rodriguez 23 letni piłkarz Kolumbijski, który teraz gra w Realu Madrit. Jest także najlepszym strzelcem Mundialu 2014. ) Więc jeśli ktoś nie wiedział o co chodzi ten post jest krótkim wyjaśnieniem :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 80

~~ Dwa lata później ~~

Pewnie zastanawiacie się co teraz robię, co się ze mną dzieje? A więc tak....

Teraz jestem rozpoznawana jako już Kolumbijska modelka. Kocham moją pracę ale bardziej kocham mojego męża Jamesa. Tak męża, który właśnie siedzi w pierwszym rzędzie i czeka na moje wyjście. Na sama myśl że mnie wspiera czuję ciepło.
- Sophie teraz ty - wypuściłam powietrze z płuc i poszłam.



Na początku jak zawsze trochę oślepiający blask flashy. Potem już jest dobrze. I nagle dzieje się coś gorszego. Mój wzrok kieruje się na pewnego mężczyznę, od którego uciekłam. Którego już nigdy więcej nie chciałam widzieć. I przez to zajście, obrzuciłam się myślami i co? I wywróciłam się. A co gorsza nie mogłam się podnieść.

~~ Oczami Jamesa ~~

Sophie upadła i przez dłuższy czas się nie podnosiła. Olałem wszystko i poszedłem po nią.
- Skarbie co ci jest?
- Nie wiem. Noga mnie strasznie boli - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu.
- A sukienka?! - krzyczała za nami projektantka.
- Mam gdzieś sukienkę. Moja Soph jest teraz ważniejsza niż jakieś szmaty
- Drogo zapłacisz!
- Stać mnie!

~~ 60 minut później ~~

- I co jej jest? - spytałem nerwowo lekarza.
- Niech pan sam się zapyta. Aha mam pytanie
- Słucham?
- Skąd pańska żona ma rany cięte na lewym udzie?
- Co?
- To pan nic nie wie. Dobrze więc nie ważne. Zapraszam - mężczyzna w białym fartuchu zaprowadził mnie do niej.
- Kochanie co ci jest?
- Mam złamaną nogę
- A czemu mi nie powiedziałaś nic o tym że się tniesz? - w jej pięknych oczach pojawiło się nagłe światło zdenerwowania.

~~ Oczami Sophie ~~

Lekarz przecież miał mu nie mówić. Przecież mówiłam mu że nie chcę by się dowiedział.
- James proszę nie chcę o tym rozmawiać - spojrzałam prosto na człowieka, który próbuje wzrokowo wydusić coś ze mnie.
- Sophie wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć
- Wiem. Ale ja nie chcę rozmawiać o mojej przeszłości. To trudne i bolesne
- Chociaż powiedz mi dlaczego zadałaś sobie pierwsze cięcie?
- Z powodu m..mojego s..syna
- Co?! Jakiego syna?
- Rikera. Moja matka powiesiła go, a potem sama to zrobiła, po tym jak mój brat skoczył z mostu, bo przyszedł zły raport z wojny że mój ojciec nie żyje - w moich oczach pojawiły się łzy. Trudno mi było wspominać to wszystko. To tak bardzo bolało. Chciałam to odepchnąć od siebie jak najdalej by nigdy nie wróciło ale jednak.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo się bałam że mnie zostawisz. Że nie będziesz mnie chciał
- Skarbie nigdy bym cię nie zostawił

~~ Kilka miesięcy później ~~

Za namową Jamesa polecieliśmy do Anglii na grób mojej rodziny. Przez kilka tygodni nie chciałam nawet tego słuchać, ale potem uznałam że trzeba się przełamać. Szliśmy jedną z alejek prowadzącą do miejsca wiecznego spoczynku moich bliskich. W pewnym momencie zauważyłam swoją dawną miłość.
- Sophie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hi miśki! Co tam? Wiem ,wiem długo mnie nie było, ale to przez to że nie miałam weny. No trudno. Więc o to kolejny rozdzialik! Ale zwrot akcji co? No a więc czekam na komy i bay do następnego! <3