środa, 26 marca 2014

Rozdział 67

Rano obudził mnie dźwięk telefonu.
- Kto do cholery o tej porze? - wzięłam telefon do ręki. Kliknęłam na zieloną słuchawkę.
- Halo? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Przepraszam obudziłam panią?
- Nic się nie stało. O co chodzi?
- Pani Sophie Lynch?
- Proszę nie pani po prostu Sophie. Tak to ja
- Dzień dobry ja jestem Victoria Peterson. Jestem dyrektorką liceum
- A w jakiej sprawie pani dzwoni?
- Chciałabym zapytać czy by zaczęła pani uczyć w naszej szkole muzyki? - prawie zakrztusiłam się powietrzem.
- Co?
- Jeśli nie chce pan...Sophie to nie musisz
- Nie oczywiście że chcę
- Możemy się spotkać koło godziny 16.30 koło szkoły?
- Tak jasne. Dziękuję
- Nie ma za co
- Do widzenia
- Do widzenia - prawie rzuciłam telefonem o ścianę. Byłam w szoku. Ta praca spadła mi jak z nieba.
- Co jest? - zapytał Louis ledwo mrawy.
- Może dostanę pracę! - cieszyłam się jak małe dziecko. Chciałam piszczeć ze szczęścia.
- Idź spać. Przyśniło ci się
- Nie - złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Mocno mnie do siebie przycisnął tak żebym nie mogła mu się wyrwać.
- Bardzo się cieszę. A gdzie?
- W liceum
- Że gdzie? - oburzył się.
- Coś ci nie pasuje?
- Nie nic - dał mi buziaka w policzek i poszedł spać dalej.

                                                                              ***

Jest koło 16.00. Zaczęłam się zbierać. Zrobiłam delikatny makijaż i zakręciłam lekko końcówki włosów. Ubrałam to. Podobał mi się ten strój.
- Lou ja wychodzę!
- Tylko wróć - przyszedł do holu i zamarł.
- Coś nie tak?
- Nic. Po prostu...ughh
- Miło mi to słyszeć - ciepło się do niego uśmiechnęłam. Obdarował mnie buziakiem w czoło i wrócił do wcześniejszego zajęcia. Wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam pod wyznaczony cel. Pod dużym budynkiem stała nie wysoka szatynka o kobiecych rysach twarzy.
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Skąd pomysł o pracy tutaj?
- Wiem że nie masz doświadczenia pedagogicznego. Ale zapewne tylko ty dasz sobie z nimi radę a poza tym jesteś muzykiem a poszukujemy nauczyciela muzyki
- Aha. Mogę zobaczyć ten obiekt?
- Tak, chodźmy - Victoria oprowadzała mnie po każdym korytarzu. Ładnie tu jest. Przypadło mi do gustu. Po pół godziny skończyło się zwiedzanie.
- Płacimy za miesiąc 600 funtów
- Ile?
- Za mało? Mogę podnieść cenę
- Nie, nie trzeba jest dobrze
- To jak?
- Zgadzam się
- Proszę przyjść jutro na ósmą. Prześlę pani plan lekcji e - mailem
- Dziękuję jeszcze raz
- Nie ma za co
- To do jutra
- Do widzenia - pobiegłam do auta i zaczęłam krzyczeć ze szczęścia. Z uśmiechem na twarzy odjechałam z pod mojego nowego budynku pracy.

                                                                        ***

- I jak?
- No wiesz. Rozmowa był długa i skomplikowana ale dostałam tą pracę! - podniósł mnie i zaczął okręcać wokół własnej osi. Cieszył się razem ze mną.
- Mam się do ciebie zwracać pani profesor?
- Nie bo mnie postarzasz
- To jak będą do ciebie mówili uczniowie?
- Sophie. Po prostu po imieniu - uśmiechnęłam się do niego.
- Pamiętaj jeśli któryś z tych gnojków zacznie się do ciebie dobierać to znajdę i zakatrupię
- Dobrze spokojnie. Idę spać bo jestem zmęczona
- No idź się wyśpij - poszłam do góry. Sprawdziłam swoją pocztę. Była wiadomość z planem lekcji. Warto próbować czegoś nowego.

                                                                           ***

Rano wstałam nabuzowana. Dzisiaj postanowiłam wyprostować włosy. Delikatny makijaż jak zwykle. Ubrałam się w to. Było za dwadzieścia ósma więc pozbierałam się i pojechałam. Kiedy weszłam do szkoły każdy uczeń pożerał mnie wzrokiem. Próbowali zagadać ale im nie wychodziło.
- Cześć maleńka - zagadał jeden z nie świadomych.
- Chyba jak za stara dla ciebie - szukałam sali w której zaczynam. Weszłam do klasy przed wszystkimi by sobie wszystko ogarnąć. Po dzwonku weszli oszołomieni uczniowie. Usiedli w ławkach i próbowali się wybudzić z jakby transu.
- Cześć wam. Jestem Sophie będę was uczyć muzyki
- Proszę pani.. - zaczęła jedna z dziewczyn
- Nie proszę pani tylko Sophie
- Dobrze tak więc Sophie czy ja ciebie kiedyś nie widziałam?
- Możliwe
- Powiedz swoje nazwisko
- Lynch, jestem Sophie Lynch
- Ta...
- Ta - posłałam im uśmiech
- Co ty tu robisz?
- Jak widać uczę. Dobra koniec rozmów na czym jesteście? - podobało mi się taka przygoda. Może mnie polubili albo może i nie. Na czwartej lekcji miałam drugą klasę. Do sali wparował jak gdyby nigdy nic Louis.
- Dzień dobry pani profesor przepraszam za spóźnienie
- Wyjdź
- Ale..
- Wyjdź - posłusznie wyszedł za drzwi.
- Zacznijcie czytać rozdział 39 ja zaraz do was wrócę - myślałam że go zabije na tym korytarzu.
- Wyszłaś i się nie pożegnałaś
- Ale wiesz że nie będziesz mógł mi tak wparowywać na lekcje?
- No wiem ale musisz się ze mną żegnać
- Dobra jak chcesz - sięgnęłam już za klamkę kiedy mnie zatrzymał.
- Ej!
- Co?
- Nie zapomniałaś o czymś? - przewróciłam oczami. Podeszłam do niego i wpiłam się w jego usta.
- Papa skarbie - uśmiechnęłam się i weszłam do klasy. Reszta dnia minęła mi dosyć miło. Jutro już mam zastępstwo z piątoklasistami ponieważ ta szkoła jest połączona z podstawówką.

                                                                                ***

- Jestem
- Nareszcie

1 komentarz: